5 Nawyków Mistrza Manifestacji

Manifestujemy rzeczywistość z automatu. Nigdy nie zastanawiamy jak to się dzieje. To się po prostu dzieje. Czasami bywamy kreatorami swojego życia świadomie – bardzo rzadko, but still.

Na przykład wtedy, kiedy mówimy: jak ja bym chciała znów zobaczyć swojego dawnego przyjaciela! I widzimy go 15 minut później.

Lub jeszcze bardziej intencjonalnie, kiedy mamy jakiś cel, kiedy czujemy, że to, czego chcemy nadchodzi. Kiedy widzimy znaki.

Zazwyczaj jednak kreujemy jakby przypadkiem. Jakby – bo wcale w nie nie wierzę. Wtedy, gdy wcale nie zamierzamy, bynajmniej świadomie – doświadczyć pewnych spraw. Dopóki nie przyjrzymy się swoim definicjom, przekonaniom i założeniom o życiu będziemy dryfować po oceanie niepewności powtarzając w kółko o przeraźliwej fatalności ludzkiego doświadczenia. A wszechświat z wielką przyjemnością wszystko potwierdzi.

Ale! Można inaczej.

 

I tutaj z buta wjeżdża moje doświadczenie. Bo można i jest to proste aby kreować cokolwiek zdecydowanie i celowo i faktycznie na co dzień doświadczać realizacji swoim pragnień i intencji.

W krótkim podsumowaniu chciałabym ująć, jakie są moje –  i jakie mogą być wasze nawyki, aby faktycznie przyciągać do siebie „w magiczny sposób” zdarzenia, ludzi i sytuacje.

9809136824_917ee3d5ee_z

1. Wiem, czego chcę

Nikt na tej planecie nie jest w stanie chcieć coś osiągnąć, dopóki nie będzie wiedział CO to jest. Nawet Bóg mu tego nie da – bo skąd ma niby wiedzieć, czego petent sobie życzy?

Ktoś, kto chce manifestować swoją rzeczywistość celowo musi wiedzieć czego od niej oczekuje.

Ja zazwyczaj zapisuję swoje pragnienia, intencje, cele w specjalnym zeszycie o którego istnieniu wie kilka osób (no, teraz to już całe Internety ;) ).

Jestem zawsze w szoku, kiedy cofam się wstecz do wpisów sprzed kilku miesięcy i  muszę na chwilę przystanąć i sięgnąć pamięcią w wstecz, bo od razu przypominają mi się momenty, kiedy ta rzecz w taki lub inny sposób do mnie przyszła.

Czasami w bardzo dosłowny – aż za bardzo – sposób, czasami w ogólny, lecz jednak wciąż bardzo satysfakcjonujący. Czasami później, niż myślałam, czasami wcześniej. Jednak mogę z ręką na sercu przyznać, że ok. 80% z tych zapisanych spraw miało miejsce potem w moim życiu.

Dobre, co?

2. Jestem zdecydowana

Czasami, aby czegoś doświadczyć musisz uprzeć się przy swoim. Nie chodzi o przekonywanie ludzi do swojej racji. Nic z tych rzeczy. Chodzi bardziej o przekonanie samego siebie i Wszechświata, że wierzysz w swoje marzenie tak bardzo, że nie ma wyjścia jak się zmaterializować.

Często na około siebie widzimy dowody na to, że to czego chcemy nie ma prawa istnieć. Nie dzieje się tak, że tak jest. Tak jest, bo tak szukamy i chcemy widzieć.

Gdybyś powiedzmy przeniósł się do przyszłości i zobaczył swój nowy samochód na podjeździe, poczuł go, dotknął, obejrzał i poczuł ciężar kluczyków w dłoni  a potem wrócił do dzisiaj i na przykład usłyszał, że akurat ciebie nigdy nie będzie stać na takie cacko spojrzałbyś z politowaniem i odpuścił. Wiedziałbyś bowiem, że to już jest, albo będzie. Wszystkim z uśmiechem na ryjku opowiadałbyś o swoim przyszłym nabytku i przez myśl nie przeszłoby ci nie wierzyć, że go nie będziesz mieć.

Musisz się uprzeć, że chcesz widzieć dowody na to, że nadchodzi to, czego pragniesz włączając usłyszane piosenki, zasłyszane rozmowy, tytuły gazet, nagłówki, billboardy i wszystkie narzędzia jakie Wszechświat ma, aby powiedzieć ci: taaak, to już jest w drodze.

3572862685_8bc5936e3a_z

3. Podchodzę na luzie

Jak to się dzieje, że wielu ludzi nie robi prawie nic a ma wszystko a inni harują jak wół i mają wciąż gorsze rezultaty?

Zasada miej wyjebane a będzie ci dane być może nie zabrzmi ładnie dla wielu ludzi ale jest jak najbardziej prawdziwa.

Kiedy czegoś chcesz, ale nie masz na to parcia jak na przykład kilka groszy na ziemi lub napotkany znajomy w przykładzie z początku ta rzecz prawdopodobnie przyjdzie szybciej albo niemalże od razu. Nie masz bowiem oporu przed nie-dostaniem tej rzeczy.

Każdy z nas miał takie momenty kiedy pomyślał: ah, nieważne, już mnie to nie obchodzi – i właśnie wtedy to do niego od razu przychodziło.

Zabaw się ze swoimi celami. Niech to będzie po prostu świetna zabawa. Zrób z tego grę. Ale kiedy od razu nie zobaczysz rezultatów: odpuszczaj. Pewnie coś lepszego czeka za rogiem.

4. Odpuszczam niepowodzenia

No właśnie, a co z 20%, które nigdy się nie zmaterializowały? No cóż mogę poradzić. Poszłam dalej. Co nie zmienia faktu, że te rzeczy wciąż mogą przyjść. Ale nie jestem tutaj po to, aby zamęczać się tym, czego nie osiągnęłam.

5. Keep yourself happy, anyway

No i chyba najważniejsze. Rzekłabym: last but not the least. Rzeczy przychodzą do nas najszybciej, kiedy mamy wysoką wibrację czyli… jesteśmy szczęśliwi, podekscytowani, pełni radości i chęci.

Rzeczy, których chcesz powstają w obliczu tych, których nie chcesz. Te, które nie chcesz mają baaardzo niską wibrację, dlatego czujesz się źle, kiedy się na nich skupiasz.

Te, które chcesz mają niezwykle wysoką wibrację. Są jakby na najwyższej półce. Dopóki jesteś na tych niskich – czyli czujesz się kiepsko – nie możesz zobaczyć dowodów na istnienie tych chcianych.

Pozwól sobie być szczęśliwym. Nie tylko dla samego uczucia ale też dla wszystkich manifestacji, jakie tam czekają.

Namasté,

Andżelika

Reklamy

Pieprzę ciężką pracę

Przyznaj się. Przyciągnął cię tutaj tytuł.

„Pieprzy ciężką pracę? Jak to?! To dziwne! A jednak jak bardzo… kuszące podejście! Sprawdzę to!”

Być może poczułeś coś w tym stylu. A może zaciekawiła cię pewna sprzeczność. W końcu jestem „dziewczyną od rozwoju osobistego”. A tak zwani „rozwojowcy” raczej namawiają do wysiłku w kierunku upragnionych celów, a nie od niego odciągają mówiąc: pieprz to.

Zauważ jednak, że nie miałam na myśli: nie rób niczego. Po prostu pieprz ciężką pracę, a nie jakąkolwiek działalność.

Osobiście spotykam się na co dzień – tak jak i każdy z nas – z  bardzo rozbudowanym systemem przekonania odnoszącego się do tego, że powinniśmy ciężko pracować, aby coś osiągnąć. Zgadzam się z tym, że istnieje cała masa rzeczy, z których jestem dziś naprawdę dumna, że je potrafię lub posiadam – bo pracowałam nad ich zdobyciem, lub opanowaniem. Jest to pewien poziom, który daje satysfakcję i niezachwiane poczucie pewności, że potrafimy sprostać wszystkim zdaniom, dlatego nie pieprzę ciężkiej pracy całe życie.

Pieprzę ciężką pracę, ale robię to tylko wtedy, kiedy czuję wysiłek ponad własne siły oraz wewnętrzną sprzeczność i niezadowolenie, że muszę się aż tak bardzo męczyć.

A doskonale wiem, że wcale nie muszę.

I właśnie to miałam na myśli tworząc taki, a nie inny tytuł. Jesteśmy zalewani codziennie podejściem tego typu: pracuj ciężko, długo, owoce będą smakować świetnie. Cudownie, zgadzam się. Ale to właśnie leżąc w łóżku całkowicie zrelaksowana wpadłam na pomysł tego tytułu – innego niż wszystkie, przewrotnego, trochę kontrowersyjnego oraz artykułu, który się będzie pod nim widnieć.

I celem jego jest uświadomienie sobie, że w życiu nie powinniśmy się aż tak męczyć. A jednak wiele osób wydaje mi się pracuje całe życie nad czymś, trochę wbrew sobie – może po to, aby zadowolić innych, może po to, aby coś im udowodnić lub aby „godnie żyć”, czyli zarabiać średnie pieniądze za rzeczy, których nie lubią robić z ludźmi, których nienawidzą.

Tymczasem to ci, którzy pieprzą ciężką robotę wbrew sobie – są najszczęśliwsi, najbogatsi, najlepsi.

Nie sugeruję w tym momencie abyś założył nogi na biurko, skrzyżował ręce i czekał, aż ktoś przyniesie ci lampkę wina i powie: proszę się rozluźnić, nie musi pan nic robić – szanowny lordzie – do końca swego szanownego życia.

Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy robieniem czegoś i wkładaniem w to wysiłku bo czegoś pragniesz, lubisz to i w związku z tym nie wiosłujesz w górę strumienia tylko spływasz razem z nurtem twojej pasji w dół, do celu, pozwalając aby energia twojej radości na myśl o skończonym projekcie czy sześciopaku na brzuchu niosła cię szybciej i szybciej tam, gdzie chcesz być.

Wiosłujesz ile sił,
ale jest to miłe i przyjemne,
bo płyniesz w dół i twój wysiłek
tylko cię dodatkowo napędza i daje mnóstwo frajdy!

gg

Mam niejasne przeczucie, że kiedy ktoś mówi: pracuj ciężko mówi tak jakby: rób to przeciwko sobie – będzie boleć, będzie trudno, ale będziesz zadowolony. Najczęściej jednak ból podczas drogi oznacza, że będzie niefajnie również na końcu. Jeśli pracujesz nad czymś naprawdę ciężko i nie czujesz się podczas wykonywania tej rzeczy lub na myśl o rezultatach zbyt dobrze – przyznasz chyba, że coś tutaj jest nie tak.

Ten tytuł z pewnością mógł ci się spodobać, bo każdy z nas pragnie pieprzyć ciężką pracę.

Każdy z nas chce być wolny od wysiłku.

Każdy.

Każdy chce być niesiony miłością, pasją, radością.

Każdy chce się jarać tym, co robi a nie się z tym użerać. Pragnę tego ja, ty i wszyscy inni.

Pragniemy postawić siebie wyżej niż naszą pracę i dać sobie spokój z tym, co nie daje radości podczas realizacji. Dlaczego więc nie uszanować samego siebie i faktycznie tego nie zrobić?

Rzeczy, które w moim życiu są naprawdę cudowne: przyjaciele, relacje, pisanie, taniec, rozwój osobisty, joga, duchowość – przyszły do mnie, bo wyrażają mnie prawdziwą i nie potrzebuję nad nimi ciężko pracować. Fakt – robię je, ale robię je, bo je kocham!

I to jest zasadnicza różnica.

Zamanifestowałam w swoim życiu darmowe warsztaty ulubionych nauczycieli duchowych (Abraham-Hicks!) razem z pobytem w hotelu za free bez żadnego wysiłku, zamanifestowałam związki, jakie chciałam po prostu je wizualizując. Mam rozciągnięte, zdrowe ciało, bo po prostu lubię uprawiać jogę. Stworzyłam siebie taką, jaką jestem dziś – szczęśliwą, pewną siebie, zadowoloną, rozluźnioną – bo tego chciałam i sprawiało mi to przyjemność. Kreuję pracę marzeń pisząc tego bloga, tworząc spotkania praktyków rozwoju osobistego, ucząc się farmacji bo mnie to kręci i mogę oraz będę na tym zarabiać. Poznaję inspirujących ludzi, bo sama taka jestem i jest to bajecznie proste. Podróżuję, bo zawsze chciałam i jest to dla mnie naturalne. Jest świetnie – nie dlatego, że ciężko pracowałam, ale dlatego, że pozwoliłam samej sobie siebie uszczęśliwić.

Rzeczy, które mają być twoim udziałem przyjdą do ciebie naprawdę prosto jeśli ich zapragniesz! Szybciej, niż ci się wydaje. Po prostu sobie zaufaj.

Tak, to prawda, że ciężką pracą można osiągnąć dużo.

Ale prawdziwą pasją i szczęściem osiąga się kompletnie bez wysiłku pozornie niemożliwe.

Namasté,

Andżelika

Bóg kocha autostopowiczów

Ruchliwa droga, wyciągnięta ręka, kciuk w górę. Każdy z nas kojarzy ten obrazek – trochę z młodzieżowych gazet, trochę z dramatycznych filmów lub z książek dla młodych, zbuntowanych. Zdajemy sobie też sprawę jednak, że ta artystyczna fikcja często nią musi pozostać a łapanie stopa powinno się włożyć pomiędzy bajki i dokładnie tam pozostawić.

Ten temat jest dosyć specyficznym. Szczególnie z tego względu, że chociaż każdy z nas zazwyczaj ma określoną wizję tego, jak bardzo jest to niebezpieczny sport – wniosek ten opiera na… no właśnie – czym?

Strach przed wspaniałym nieznanym

1990332946_f54cd3f286_z

Ktoś kiedyś wbił nam do głowy, że autostop = zagrożenie życia. To pewnie było mniej więcej wtedy, kiedy jednym tchem obok „narkotyki, alkohol” ktoś postawił „seks” i zakodowaliśmy, że w tym ostatnim jest coś brudnego tak, jak w dwóch poprzednich. Równie dobrze można powiedzieć: „narkotyki, alkohol, seks, autostop” i pewnie wielu osobom takie połączenie odpowiadałoby w stu procentach.

Ale do brzegu.

Bawi mnie wizja śmiertelnego zagrożenia życia w momencie podniesienia kciuka lub podejścia do kierowcy na stacji benzynowej z zapytaniem, czy przypadkiem nie leci na Berlin. Być może o to właśnie chodzi mediom mainstreamowym, które ten strach generują?

Tak, jakby chcieli powiedzieć…

Nie narażaj się, bo przeżyjesz przygodę życia, zmienisz swoje nastawienie do ludzi, będziesz sto razy szczęśliwszy, zaufasz sobie, nauczysz się prosić o pomoc i uśmiechać do nieznajomych, przy okazji zwiedzisz kawał świata a co najgorsze! przestaniesz się bać – a to przecież śmiertelnie niebezpieczne, czyż nie?

Ta wizja mnie bawi nie dlatego, że lekceważę „zagrożenie”, ale dlatego, że swoje wnioski opieram o własne doświadczenie i o własnego podniesionego kciuka i jak się okazuje to właśnie ono jest jednym z najwspanialszych przeżyć jakie pamiętam. O ironio, autostop w rzeczywistości jest czymś dokładnie odwrotnym niż sądzi całe cywilizowane społeczeństwo!

Bóg kocha autostopowiczów

5570034108_e94412254b_z

Jest coś magicznego w tym, że zdajesz się na Boga, Los, Fortunę, Miłość, Wyższe Ja, Anioła, Zeusa czy jakkolwiek wolisz nazywać Tę Stwórczą Świadomość. Bo nie wiesz, co się wydarzy ale wiesz, że będzie dobrze. Wstajesz i nie mówisz sobie: to będzie dobry dzień… mówisz sobie: to musi być dobry dzień. I tak się zaiste dzieje.

Jest coś magicznego w tym, że kiedy stajesz się bezbronny fizycznie to zostajesz goły i wesoły, uzbrojony tylko w mapę, kilka groszy i co najważniejsze: niezwykłą odwagę, unikalność, pozytywne nastawienie, pewną dozę szaleństwa i podążania za marzeniami w imię: „pieprzę to, ruszam w podróż!”. I to oraz fakt, że musisz zaufać innym kompletnie nieznajomym ludziom ujmuje ich po prostu do granic możliwości. Ciebie by nie ujęło?

Jest coś magicznego w tym, że kiedy wyruszasz w taką podróż ludzie widząc twoją odwagę na powiedzenie życiu TAK i nie posiadanie praktycznie żadnych wobec nich wymagań, wyposażony w absolutnie bezwarunkową wdzięczność za każdą najmniejszą okazaną pomoc po prostu nie potrafią ci odmówić.

I oni wcale nie chcą tego robić. Dlaczego? Bo oni też chcą być częścią twojej zajebistej historii i napisać razem z tobą kawałek tej przygody. To dodaje do ich może monotonnego życia szczyptę szaleństwa, piękna i tego, czego im brakuje, a ty to masz w nadmiarze: bezwarunkowego szczęścia. Będąc kompletnie bezpiecznymi w swoich środkach pojazdu oferując tobie pomoc na chwilę sami stają się podróżnikami: w drodze do pracy, do domu, pomiędzy jednym obowiązkiem a drugim przeżywają mini przygodę często słuchając o twoich własnych wojażach.

Czyż to nie jest piękne?

Bóg kocha autostopowiczów, bo oni swoim zachowaniem potrafią powiedzieć: ok, niech dzieje się to, co ma się dziać – i tak będzie świetnie. A Bóg zawsze udowadnia to, w co wierzysz.

I jest świetnie.

Jest coś magicznego w końcu w dwójce nieznajomych przemierzających czasami razem nawet tysiące kilometrów. Prawdopodobnie już nigdy się nie zobaczą. Z pewnością nie obchodzi ich zdanie drugiej osoby na zasadzie chorobliwego „co on sobie o mnie pomyśli?”. Każdy z nich ma swój własny, inny cel przy okazji realizując bez kompletnie żadnych oczekiwań cel tej drugiej osoby. Nie dzieli was bariera kosztów czy pieniędzy. Rozmowy są głębokie. Otwarte i pełne szczerości. Poznajesz kogoś i w kilka godzin znasz jego historię życia. Doświadczasz innego świata. A kilkaset kilometrów dalej dzieje się to samo, tyle, że z kimś innym. Poznajesz tak różnych ludzi a jednak tak do siebie i do ciebie podobnych, że po prostu zaczynasz kochać życie, bo uświadamiasz sobie, że jesteśmy jednością i gdybyśmy w ten sposób funkcjonowali na co dzień… tak, to można by było nazwać Rajem. A Bóg jest przecież jego uosobieniem.

IMG_6061

Jeśli więc chcesz mnie wziąć na stopa i posłuchać mojej historii, to z chęcią. Myślę, że podążamy w tym samym kierunku. Do zobaczenia więc w następnym poście. Opowiem wtedy o tym, co do tej pory przeżyłam.

Być może ty też się ze mną czymś podzielisz?

Namaste, Andżelika

WAKACJE – WOLNY CZAS PRZYJEMNIE ZAJĘTY

Wakacje to czas powszechnej wolności i ogromu czasu, który… no właśnie, zazwyczaj pozostaje wysoce niewykorzystany. Oczywiście nie mam na myśli aby podążać w tym momencie za wypełnionym po brzegi kalendarzem, bo przecież każdy normalny człowiek potrzebuje czasu aby trochę go pomarnować.

Dopóki nie zeżre nas  potworna nuda.

We wakacje wiele ludzi staje się jednak absolutnymi rekordzistami w nic-nie-robieniu, co dosyć dosłownie oddają internetowe memy przedstawiające znudzonych nastolatków przed komputerem. Co ich/nas jednak hamuje przed tym aby wstać i po prostu COŚ zrobić?

tidexuhkkectsy7nrylr-jpg

Przecież nie potrzeba wychodzić na siłownię aby ćwiczyć, wsiąść do samolotu aby podróżować i kursu tańca aby zacząć tańczyć.

Jeśli się chce – można wszystko.

Nawet Zamienić Reality w Expectations.

Dlatego zastanowiłam się nam tym, czego chciałabym doświadczyć w tym „wolnym czasie”. Mam więc kilka pomysłów na swoje własne wakacje. A żeby faktycznie dopiąć swego i zrealizować te „wakacyjne postanowienia” uznałam, że podzielenie się nimi zwiększy prawdopodobieństwo, że faktycznie ruszę się i nie zrezygnuję w ostatniej chwili z próby ich realizacji. A przy okazji być może stanę się inspiracją.

Co mam na myśli?

Podzieliłam swoje wakacyjne plany na trzy kategorie. „Wyzwania”, „Rozwój”, „Zabawa”. Każdą z rzeczy przyporządkowaną do danej kategorii ze spokojem można wpisać do innej niż jest. To, że jest akurat tam, gdzie jest oznacza tyle tylko, że akurat dla mnie w większości pasuje do tej części.

Ok. Gotowi? Here we go.

1. WYZWANIA

♥ Bungee 

travel destinations

Na samą myśl o skoku na bungee robi mi się ciepło, topnieją mi nogi a oddech przyśpiesza. Well, co z tego? Zawsze chciałam po prostu stanąć na granicy przepaści i po prostu skoczyć – nie wiedząc, co się dalej wydarzy. Ufając, że będzie dobrze. Lubię uczyć się działać pomimo strachu a to zdecydowanie pomoże mi w podejmowaniu działania, chociaż cholernie się boję. Czyż jednak najlepsza życiowa magia nie dzieje się właśnie w momencie, kiedy postanawiasz skoczyć w nieznane? Poza strefą komfortu?

Przy okazji fajnie będzie obejrzeć Woodstockową Społeczność z Góry.

♥ Yoga

Ok, schodzimy na ziemię. Do samego parteru. Bo w te wakacje wyjątkowym wyzwaniem w uprawianiu jogi  będą dla mnie asany, w których mam dotknąć stopami czubka głowy albo ogólnie pozycje zwane „backbends”.

Gwarantuję, że nikt nie potrzebuje drogiego kursu aby uczyć się jogi. Wystarczy kawałek podłogi i odrobina dobrej woli oraz jakiś krótki instruktaż – czy to w postaci opisu lub filmiku. Moja przygoda z profesjonalnymi zajęciami jogi trwała osiem zajęć fakultatywnych na uczelni ponad rok temu. Od tamtego czasu uczę się sama i jest to naprawdę proste.

A moimi celami są między innymi te pozycje:

1. Pozycja Rajakapotasana

King-Pigeon-Pose-Rajakapotasana-Var.-2

2. Pozycja Sirsa Padasana

Feet-to-Head-Pose-Sirsa-Padasana-Prep-A.

Wystarczy kilkanaście minut dziennie pracować nad każdą z nich a nie tylko osiąga się lepsze samopoczucie, rozciągnięte ciało ale też… cudowną satysfakcję.


2. ROZWÓJ

♥ Książki

Po pierwsze czeka na mnie książka „Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec” Roberta Kiyosaki`ego, która kurzy się od kilku miesięcy na półce a zaczęta już być czytana. Wiem, że warto ją przeczytać.

Po drugie planuję jeszcze dwie pozycje – prawdopodobnie rozwojowe. Nie umiem po prostu wybrać jakiejś powieści, więc zapewne będzie to coś na temat ezoteryki albo książki związane z literaturą sukcesu. Biblioteko, nadchodzę!

♥ Artykuł dla Czwartego Wymiaru

Mam zamiar podszkolić samą siebie w znaczeniu ezoterycznej biżuterii i napisać o tym artykuł. Będę miała sporo czasu aby zapoznać się z różnymi pozycjami na ten temat i stworzyć coś własnego. A na koniec pochwalić się publikacją na łamach krajowego magazynu. Byłoby cudnie.


3. ZABAWA 

♥ Wyprawa Autostopem

Wrzesień upłynie pod hasłem: Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia, Norwegia, Szwecja. Bo czemu by nie? Niektórzy sądzą, że to bardziej niebezpieczne niż bungee. Akurat ten punkt jednak we mnie nie budzi żadnego strachu. Chociaż charakterystyką przypomina skok – po prostu nie masz pojęcia, co się stanie ale najpewniej będzie genialnie i będziesz z podekscytowaniem opowiadać o tym długie godziny.

Poza tym to uzależnia.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

♥ Abraham Hicks in London

Deser na sam koniec. Najbardziej ekscytujące wydarzenie mojego życia czeka na doświadczenie 20.09 w Londynie.  Wreszcie będę miała okazję na własne oczy zobaczyć kobietę, której praca [channeling] prawdziwie odmieniła moje życie i sprawiła, że czułam się prawdziwe szczęśliwa – like never before.

To filozofia, na której opieram tego bloga oraz sposób w jaki postrzegam świat. Poza tym historia świadomej kreacji, która wiąże się z otrzymaniem biletów na to wydarzenie zakrawa o szytą grubymi nićmi fantazję – ale wydarzyła się naprawdę.

A już niedługo pojawi się tutaj.

How awesome is that?


Z każdym z powyższych postanowień wiąże się kilka pomniejszych, drobnych życzeń – marzeń, których realizacja bardzo mnie uszczęśliwi. Jak widać – nie przygotowałam sobie listy kilkudziesięciu planów, bo zbyt wielkie wymagania sprawiają, że ostatecznie nie robi się nic.

Dlatego to będą genialne wakacje.
A jak Wasze postanowienia? :)

Namasté,
Andżelika

 

10 nawyków ludzi szczęśliwych

Czasami mawia się, że ktoś ma szczęścieNiektórzy wydają się być szczęśliwi zawsze: nieważne, czy pada deszcz, czy świeci słońce. Inni – nigdy nie są zadowoleni z obecnego stanu rzeczy. Nawet w pozornie idealnych warunkach potrafią znaleźć coś, co będzie ich skutecznie irytować.

Czasami też wydaje się, że przepaść pomiędzy tymi wiecznie wnerwionymi a ciągle uśmiechniętymi jest tak jakby nie-do-przeskoczenia.

Nic bardziej mylnego, bo szczęście to nawyk!

woman-happy-yellow-cornfield

My, ludzie szczęśliwi, po prostu częściej niż inni…

I. Robimy to, co lubimy

Nic trudniejszego. Siłą rzeczy robiąc to, co lubisz będziesz się czuć o wiele lepiej. Prawdopodobnie nawet staniesz się naprawdę szczęśliwy. Nic nie powoduje tak wielkiego szczęścia jak to, że codziennie robisz to, co naprawdę sprawia ci frajdę, nawet jeśli nie opiera się na tym cały twój dzień.

Lepsze samopoczucie powoduje, że…

II. Odpuszczamy

Jedyna rzecz, która się w życiu nie zmienia to to, że wszystko ulega zmianie. Czy to zaakceptujemy, czy nie – zasada ta będzie istnieć w naszym życiu zawsze. Może więc lepiej po prostu odpuścić spinanie się tym, że jedni ludzie odchodzą a inni przychodzą, zmieniają się relacje, miejsca i okoliczności, możliwości, pogoda, pieniądze i kultura. Po prostu – tak to już jest.

Współistniejemy w tańcu energii, które wirują non stop i zmieniają się w każdym teraz. Nie ma powodów do przywiązywania się do czegokolwiek. Dzięki takiemu podejściu zyskujemy nie tylko poczucie bezpieczeństwa i spokoju oraz przeżywamy intensywniej to, co akurat trwa – ale także bardziej doceniamy każdą chwilę, bo mamy świadomość, że najpewniej ulegnie zmianie.

Odpuszczanie powoduje też, że…

III. Nie przejmujemy się tak problemami

Może i łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Może trochę. Dlatego, że kiedy spojrzysz wstecz… tak, spójrz ze mną teraz „wstecz”, w przeszłość – wtedy zauważysz, że każdy problem jaki wtedy istniał prawdopodobnie nie ma teraz żadnego znaczenia a na przeżywaniu strachu, złości i oburzenia ucierpiało nie tylko twoje szczęście, zdrowie i życie w ogóle ale być może spowodowałeś też, że inni uśmiechali się mniej.

Jaki był sens? Przyznaj to razem ze mną: żaden. Lepiej więc odpuścić sobie przejmowanie się problemami, bo wtedy…

IV. Podchodzimy z większym dystansem

Do siebie, do innych, do sytuacji. Zauważamy, że wszystko, co kiedykolwiek zabierało nasze szczęście nie miało sensu bytu. Uświadomienie sobie chociażby tego, że każdy z nas może zmienić swoje podejście do różnych sytuacji w każdej praktycznie chwili powoduje, że widzimy jak bardzo wszystko jest płynne i nie potrzebuje powagi.

Więc why so serious?!

Wyluzowani ludzie są fajni, dlatego…

V. Lubimy towarzystwo swoje i innych

Jeśli nie spinasz się swoim charakterem i wiesz, że po prostu jesteś jaki jesteś – a za dwa dni możesz być kimś zupełnie innym oraz wiesz, że każdy popełnia błędy ale to nie koniec świata – stajesz się bardziej towarzyski. Okazuje się, że nie denerwują cię inni ani nawet ty sam. Potrafisz śmiać się z własnych i innych porażek wiedząc, że razem poradzicie sobie ze wszystkim, bo jeśli nie wy, to kto?

Przebywając razem…

VI. Korzystamy z okoliczności, aby czuć się dobrze

Każda chwila niesie w sobie nieskończenie dużo możliwości jej wykorzystania a ich ilość ograniczona jest tylko naszą kreatywnością. Wieczni Narzekacze widzą same problemy i przeszkody. Ludzie Szczęśliwi widząc okazję do pomocy – pomagają, słysząc piosenkę – śpiewają, czując się dobrze – okazują to innym. Robią nieoczekiwane rzeczy, bo wiedzą, że ta chwile minie i to, co po niej zostanie to emocje, jakie wywołała w nas i reszcie świata. Dlatego też często…

VII. Ruszamy cztery litery

Może nie od razu mam na myśli zaplanowany trening albo życie poświęcone zawodowej grze w siatkówkę. Po prostu: ludzie szczęśliwi albo się dużo przemieszczają, albo po prostu tańczą, podskakują, mają żywszą fizjognomię [jakby to nasi przodkowie nazwali], żywo gestykulują i dzielą się swoją wewnętrzną energią ze światem.

Usiądź na krześle z rękoma podniesionymi jak zwycięzca i spróbuj czuć się beznadziejnie. To prawie niemożliwe. Zmieniając swój ruch wprowadzasz niezbędną dynamikę a przecież szczęście to energia w ogrooomnym ruchu!

Czujemy się wtedy silniejsi, więc…

VIII. Łamiemy bezpłodne zasady

Mam na myśli te konwenanse, które czasami po prostu nie mają sensu bycia. Potrafimy więc zagadać do nieznajomego na przystanku, złapać stopa, usiąść na trawie zamiast na ławce, powiedzieć coś prosto z mostu zamiast owijać w bawełnę. Umiemy przenocować nieznajomego, kupić kawę bezdomnemu albo kiwać się do muzyki w supermarkecie. To wszystko powoduje, że…

IX. Cieszymy się szczegółami

Zgadzam się, że najszczęśliwsze chwile są dużymi wydarzeniami, często zorganizowanymi wcześniej jak na przykład ślub, czy długo oczekiwany dyplom. Takie chwile zdarzają się jednak nie na co dzień, bo codzienne życie kształtują małe, miłe gesty.

Dzień staje się piękniejszy, kiedy sprawimy komuś drobną niespodziankę, poczęstujemy przyjaciela czekoladą albo rzucimy się na kogoś ze zmasowanym atakiem łaskotek.

Codzienność to winda na czas, tramwaj, na którego akurat czekaliśmy, ostatnia książka, która jakby przeznaczona dla nas leży na półce bestsellerów w Empiku. To małe pierdółki, które sprawiają, że chce się żyć.

Zgodnie z Prawem Przyciągania pozytywna energia, którą będziesz emanować przyciągnie więcej sytuacji, w których będziesz dostrzegać więcej radości. Sytuacje, które wzbudzały kiedyś twoją litość czy złość teraz będą najśmieszniejszymi zrządzeniami losu. Wystarczy zdecydować, że tak się chcesz czuć i szukać powodów wszędzie.

X. Nie przejmujemy się opinią innych

Nie wiem czy wiesz, ale zastanawianie się nad zdaniem innych odnośnie tego, jak się czujesz – również jest właściwie bez sensu.

Rozpatrzmy dwie skrajne sytuacje.

Pierwsza: podoba im się to, co robisz. Jaki jest sens więc blokować swoją radość, skoro oni i tak bardzo aprobują twój stan?

Druga: wręcz nienawidzą tego, co robisz. Jaki jest sens więc teraz samego siebie dołować, ponieważ coś, co pewnie nie ma w ogóle związku ani z tobą, ani z twoim stanem właśnie powoduje że postanowili być nieszczęśliwi – za chwilę pewnie im przejdzie a ty pozostaniesz z obniżonym nastrojem kosztem… no właśnie – czego? Złe samopoczucie nigdy nie przynosi dobrych efektów.

 GET HAPPY! <3

 SO JUST CHILL OUT!

Namasté ,

Andżelika

 

 

III. ZMIEŃ TO

Jeśli czegoś nie lubisz – zmień to.

(IF YOU DON`T LIKE SOMETHING , CHANGE IT.)

Kiedyś przeglądając tak zwane Internety napotkałam na stwierdzenie:

„Nie jesteś drzewem. Jeśli coś ci nie pasuje – zmień to .”

Zdanie to było tak absurdalne a jednak tak potężne w swojej prostocie. W rzeczy samej – nie jesteśmy drzewami: istotami uziemionymi, tkwiącymi w tym samym miejscu całe życie z korzeniami głęboko pod ziemią.

Mamy dłonie do działania, głos do mówienia i główkę od myślenia.

Nie jesteśmy bezsilni. Nigdy.

Co z tego? 

Wiele ludzi jednak wciąż żyje w świecie, w którym obarczają winą za jakikolwiek jego element wszystkich na około – tylko nie jego Jedynego Twórcę – siebie. Kochają pławić się w mentalności ofiary myśląc, że całe ich życie ich uzależnione od rządu, pogody i dzieciństwa.

Ale po co się męczyć?

Jeśli czegoś nie lubisz – zmień to. To takie proste. Często jednak nie zmieniamy niczego, bo wydaje się, że nic nie jest w stanie naprawić danej sprawy albo jej polepszyć.

Tymczasem okazuje się często, że już nawet sama intencja zmiany powoduje realną zmianę.

Całą tajemnicą zmiany czegokolwiek jest zmiana kierunku swojego skupienia.

4fe1c335c04e67632ed92f4812aa2513

Zgodzisz się ze mną, że narzekanie, tworzenie stowarzyszeń przeciwko czemuś, zrzeszanie się w grupy i dyskutowanie problemów wcale nie pomaga.

Dlatego Matka Teresa nie chciała się sprzysięgać przeciwko wojnie. Chciała stworzyć ruch na rzecz pokoju. Doskonale rozumiała, że zmiana nigdy nie zajdzie jeśli wciąż będziemy się skupiać na czymś, co ją blokuje.

Całą tajemnicą jest skupienie się na tym, co chce się stworzyć a nie na tym, co już jest. 

W przypadku, kiedy potrzebujesz coś zmienić – nie możesz stawiać czoła rzeczywistości.

Nie jesteś tutaj aby stawiać czoło rzeczywistości. Jesteś tutaj po to, aby ją tworzyć.

Zgadzam się z tym, że nie jest na początku łatwo skupiać się na czymś, czego nie można zobaczyć, usłyszeć, poczuć na własnej skórze. Na czymś, co do tej pory było odmienne od przeszłości, która udowadniała coś innego. Ale to JEST MOŻLIWE. Im więcej poświęcisz uwagi nowości, tym bardziej stare zacznie umierać. Nie dlatego, że z nim walczysz, ale dlatego, że nie ma już twojej uwagi.

Sensem tego, co powiedział Jezus, kiedy mówił: nadstaw drugi policzek, kiedy ktoś uderzył cię już w jeden nie było przecież zrobienie sobie większej krzywdy. Mu chodziło raczej o to, żeby odwrócić swój wzrok w innym kierunku i zmieniając punkt skupienia – zmienić rzeczywistość.

To dlatego kierowcom rajdowym mówi się, że kiedy wpadniesz w poślizg i widzisz przed sobą zbliżające się drzewo musisz odwrócić wzrok, bo wtedy automatycznie będziesz mógł zmienić trajektorię, po jakiej się poruszasz i uniknąć zderzenia.

Musisz umieć odwrócić uwagę od czegoś, co tak bardzo może w danym momencie przykuwać wzrok. To jedyny sposób zmiany. To sztuka, którą szybko można wyćwiczyć.

pobrane (1)

Jeśli nie podoba ci się twoje ciało – zmień to. Zacznij się ruszać, lepiej jeść, odkryj swoją pasję w ruchu (moim zdaniem każdy z nas ma w sobie zamiłowanie do pewnej formy ruchu, która zapewnia mu szczęście i jednocześnie zdrowe ciało). Przecież wiesz, co robić.

Jeśli nie podoba ci się, to ile zarabiasz – zmień to. Poszukaj nowej formy zarobku. Zastanów się ile i na co wydajesz i po co. Zobacz, ile możesz zaoszczędzić na różnych sprawach – chociażby wychodząc szybciej z domu zaoszczędzając na dojeździe taksówką albo biorąc ze sobą w domu przygotowaną przekąskę zamiast jedząc to, co potem kupisz na mieście.

Jeśli nie podoba ci się twój związek – zmień go. Na inny, lepszy. Albo najlepiej na ten lepszy odnośnie siebie. Zastanów się, jak odnosisz się do samego siebie i zauważ, że relacje z innymi są tylko lustrzanym odbiciem tego, jak bardzo kochasz siebie.

Jeśli nie podoba ci się twoja pewność siebie – zmień ją. Zacznij podchodzić do ludzi i robić rzeczy, których się bałeś jak na przykład zabieranie głosu w dyskusjach. Zobaczysz, że nie dzieje się wtedy nic strasznego. Wręcz przeciwnie – dostajesz ogromnego pozytywnego kopa energii, bo ludzie zaczną cię inaczej postrzegać – z większym szacunkiem. A ci, którzy myślą podobnie wesprą cię.

Sam fakt, że to czytasz sprawia, że coś zmieniasz i że chcesz.

Keep going – you are doing extremely well!

LJ Be great

Sama intencja zmiany często wystarcza a wtedy zobaczysz co Wszechświat podłoży ci pod nos pokazując jak bardzo twoja chęć była dla niego ważna.

Namasté,

Andżelika

II. RÓB TO, CO KOCHASZ

… i rób to często!

To, co mnie ostatnio uderzyło to pewne zdanie, które przeczytałam po wyczerpującym na uczelni tygodniu marząc o prawdziwym odpoczynku.

Ale nie takim jedno lub dwudniowym w weekend polegającym na planowaniu następnego tygodnia.

Marzyłam o odpoczynku takim, który byłby WOLNY od WSZYSTKIEGO.

I wtedy przyszło to:

59a469dad91da25f588879d8d2126583

„Zamiast zastanawiać się nad tym, kiedy są twoje następne wakacje, może powinieneś stworzyć życie, od którego nie musisz uciekać?”

I wtedy dotarło do mnie, że coś jest nie tak, skoro nie podchodzę do każdego dnia swojego dnia tygodniowego życia z ogromną pasją. Dotarło do mnie, że wygląda to trochę tak jak życie większości ludzi, którzy śpiewają „Thank God it is Friday” i którzy noszą koszulki „I hate mondays”. A w wolnym czasie piją piwo bo są zbyt zmęczeni lub zbyt zrezygnowani, żeby podjąć decyzję o zmianie.

Na szczęście to się zmienia – szybko i bardzo skutecznie. Bo jeśli tylko podejmiesz jakieś kroki – to znaczy zaczniesz robić to, co lubisz to Prawo Przyciągania da ci więcej ludzi, okoliczności i możliwości robienia tych czy też tej rzeczy.

Twoje życie z „nie lubię – nie lubię – nie lubię – kocham! – nie lubię…” zmienia się w: „nie lubię – lubię – lubię – kocham – lubię!…”.

Każdy kolejny dzień coraz bardziej wypełniany jest rzeczami, które sprawiają, że masz ochotę latać.

A przecież po to tutaj żyjesz, prawda?
PRAWDA?!

Im bardziej pozwalasz sobie na robienie tego, co kochasz coraz doskonalej dostrzegasz paradoks tego, że ludzie potrafią trzydzieści lat robić to, czego nienawidzą. Jednocześnie przecież oni sami je wybrali. Sami, z własnej woli.

Sami z własnej woli wybierają pracę, której nie lubią. Ludzi, których nie lubią. Zarobki, które ich nie satysfakcjonują. Kto jest za to odpowiedzialny?! No przecież nie rząd, pogoda albo „takie czasy”, bo istnieją szaleńcy, których budzi pasja a nie budzik.

Szaleńcy? Swoja drogą to śmieszne, że tych, których budzi szalona chęć wykonywania swojej pracy i zarabiania wielkich pieniędzy jest tak mało, że ośmielam się ich tak nazywać.

Tymczasem to właśnie tych, którzy robią coś pół życia i na to narzekają powinno się właśnie tak nazywać.

383330_308792289134612_126367514043758_1419426_1285157548_n

Robienie tego, co się kocha załatwia większość ludzkich problemów.

Po pierwsze – i najważniejsze – czujesz się szczęśliwy. Spełniony. Po prostu. Chyba nie muszę tego tłumaczyć.

Po drugie – prawdopodobnie jesteś w tym zajebisty. Albo za chwilę będziesz. Jeśli coś jest twoją pasją z pewnością istnieje powód, dla którego nie możesz żyć bez tej rzeczy a więc praktykujesz ją tak długo bez oczekiwania na rezultat, że stajesz się w niej absolutnym mistrzem – zapewne wykonując ją zawodowo nigdy nie będziesz narzekać na wypłatę. Zresztą, ona i tak nie będzie cię obchodzić. Obiecuję.

Po trzecie – spotykasz ludzi, którzy kochają to samo. To jest niesamowite uczucie spotykać ludzi like-minded, którzy rozumieją ciebie tak, jak nikt inny.  Z którymi nie musisz nawet zbyt dużo mówić, a jeśli już mówisz nie możesz przestać, bo macie tyle do omówienia. Znajdujesz przyjaciół, partnerów życiowych, ludzi, z którymi chce się pracować.

Więc zastanów się co sprawia, że twoje serce chce śpiewać i po prostu zacznij to robić. Nieważny jest rezultat tylko to, jak się z tym czujesz. Brak czasu? To najzabawniejsza wymówka.  Jeśli coś jest twoją prawdziwą pasją to ZAWSZE znajdziesz na nią czas.

Najlepiej zastosować metodę małych kroczków. Nie musisz od razu poświęcać się danej rzeczy w stu procentach i poświęcać na to połowę tygodnia. Nawet kilkanaście minut dziennie pomoże. I da więcej, niż się spodziewasz.

Wymaga to jedynie wybicia się ze schematu „rzeczy, które muszę zrobić”. Kiedy już to raz zrobisz – nigdy nie powrócisz do życia w pogodni za pozornym szczęściem. Będziesz je miał tu i teraz.

PS. Ono zawsze tu było.

image0013413976374576usvdx

Im częściej będziesz robił to, co kochasz tym lepiej będzie ci wychodzić to, co po prostu robisz aby przeżyć, albo przestaniesz musieć to wykonywać w ogóle.

W twoim życiu pojawią się tak niesamowite okazje, wszystko będzie się dosłownie działo samo. Ty sam będziesz się czuć doskonale a to będzie przyciągać jeszcze więcej podobnych ludzi i okoliczności. Będziesz żył długo szczęśliwie, robiąc to, co kochasz. To chyba definicja szczęścia, czyż nie?

To jest aż tak proste. Tak.

Zdecyduj i JUST DO IT!

Namasté,

Andżelika

I. to jest twoje życie

THIS IS YOUR LIFE!

Jakiś czas temu natknęłam się na tę karteczkę zapisaną tak wieloma wspaniałymi radami, które wdrożone w życie zapewnią z pewnością więcej szczęścia. Jestem fanką tego typu wiadomości, dlatego postanowiłam napisać na temat każdej z tych rad udowadniając sobie i sobą, że nimi żyję i pokazywać innym, że można i nie potrzeba nic nadzwyczajnego, aby stały się częścią naszego życiorysu.

TravelOften

I. TO JEST MOJE ŻYCIE

To jest moje życie. Co to znaczy? Hmm. To oczywiste, że to jest moje życie! Bo niby do kogo innego mogłoby należeć?

Wydaje się jednak, że większość z nas żyje życiem innych a raczej życiem wszystkich. Jesteśmy częścią grup, społeczności i w końcu społeczeństwa. Tańczymy razem dopasowując swoją energię do energii kolektywów. To jest w porządku.

W końcu wszyscy jesteśmy Jednością.

Jednością, która jednak postanowiła doświadczyć siebie na nieskończoną ilość sposobów. Urodziliśmy się różni, nie umierajmy identyczni.

Kiedyś miałam wiele problemów z tym, aby zaakceptować, że postrzegam życie inaczej niż większość ludzi. Jestem szalenie pozytywna i wierzę, że jestem bosko bezpieczna i nic nigdy nie może mi się przydarzyć. To skutkowało różnymi reakcjami otoczenia, które w trosce o moje dobro próbowało przypomnieć mi że przecież świat jest pełen bardzo złych ludzi, którzy z przyjemnością przywalą mi pięścią w nos.

Teraz jednak, z dnia na dzień z coraz większą przyjemnością po wielu doświadczeniach oświadczam, że to jest moje życie więc będę ufać sobie, pisać o tym i mówić za każdym razem, kiedy chcę.

be-yourself-1

To jest moje życie, więc słucham channelingów i żyję ich radami, kocham duchowość i postrzegam świat z ogromnego dystansu.

To jest moje życie, więc uczęszczam na różne wydarzenia z nimi związane (Abraham w Londynie!) i praktykuję rozwój osobisty.

To jest moje życie, więc jestem wegetarianką i dobrze mi z tym.

To jest moje życie, więc uprawiam jogę i tańczę i nie przejmuję się większością rzeczy, które spędzają sen z powiek większości ludzi.

To jest moje życie, więc medytuję codziennie i budzę się z wdzięcznością.

To jest moje życie, więc wierzę w to, że kreuję własną rzeczywistość. Marzę i spełniam to, co widzę w swoich wizjach. Czasami przy użyciu własnych rączek, czasami te rzeczy same do mnie przychodzą.

To jest moje życie, więc obracam się a raczej zaczynam obracać się wśród ludzi like-minded i przestałam z tego powodu katować samą siebie. Uwielbiam ich, rozmowy z nimi i kontakt. I nie obchodzi mnie jak dziwnie wyglądamy jadąc w metrze rozmawiając o rezonansie z kawałkiem czekoladowego ciasta i wibracyjnym zjednoczeniu z psem na trawce przed Pałacem Prezydenckim.

be-marketing-consultancy_be-who-you-want-tbe

Tak samo jak i moje – to jest twoje życie.

Zastanów się jak wiele rzeczy robisz tylko dlatego, że wymaga od ciebie tego… społeczeństwo, a tak naprawdę nikt konkretny. To twój wewnętrzny strach może ci podpowiadać, że coś jest nie tak, kiedy wyłamujesz się ze schematu. Na początku może to być przerażające. Potem stanie się powodem do dumy, bo pewność siebie jaka cię ogarnie będzie wywoływać szacunek do ciebie w innych ludziach.

Nie ma nic bardziej przyciągającego jak osoba, która szanuje bezwarunkowo swoją osobowość i wymaga tego szacunku od innych.

Andżelika

Odruch Dziękuję

Kiedy wstajesz rano – co myślisz?

Kiedy budzi cię budzik, a nie pasja – co myślisz?!

Kiedy budzi cię coś przyjemnego, albo nieprzyjemnego – co myślisz?

Wake_up_Call-480x280

„Znowu kolejny dzień. Muszę wstać, muszę iść do pracy, muszę… muszę… muszę…”

Gdyby ktoś napisał scenariusz twojego życia na podstawie porannego monologu i tylko na jego podstawie powstałby dramat porównywalny do tego nakręconego przez Jamesa Camerona tylko, że tutaj Jack tonie na samym początku a Rose nigdy nie walczy o przeżycie szukając gwizdka wśród świeżych topielców.

Wszystko można wyćwiczyć, każda rzecz może stać się odruchem.

O ile przyjemniejsze byłoby życie, gdyby twoim odruchem stał się „Odruch Dziękuję„?

Dzisiaj uświadomiłam sobie jego obecność w moim życiu. Kiedy tylko wstałam od razu pomyślałam, że jestem wdzięczna i że to będzie dobry dzień!

Cała kreacja jest związana z percepcją. Dla jednych zaliczenie kolokwium na studiach oznacza szczęście ponad miarę, dla innych oznacza katorgę bo ocena „dostateczny” równa się „jesteś beznadziejny”.

Na szczęście my dzięki swojej inteligentnej główce możemy zmieniać percepcję i tworzyć swoje życie zgoła inaczej.

Kiedy wstajesz rano – spróbuj dziękować. Masz przecież za co. Kiedy nastawisz swój umysł na poszukiwanie dobrych stron nagle zaczniesz dostrzegać ich więcej.

Tak działa Prawo Przyciągania.

KAŻDE działanie wynika z twojego aktualne stanu emocjonalnego i warto o niego zadbać BARDZIEJ niż o cokolwiek innego.

Za co więc dziękować?

Za wszystko i mam na myśli dosłownie: wszystko.

…”Nawet za to, co jest beznadziejne?!”…

Cóż, coś jest beznadziejne nie dlatego, że takie tylko jest takie dlatego, że Ty tak uważasz. (Patrz: przykład z zaliczeniem kolokwium). Zgadzam, się że istnieją sytuacje, w których bardzo trudno znaleźć coś pozytywnego ale jednak wciąż będę utrzymywać, że w każdej jest to możliwe.

1017-1vq93b9
„Jeśli nie masz za co być wdzięczny – sprawdź swój puls!”

Zgodzisz się chyba ze mną, że skupianie się na wadach jakoś do tej pory wcale nie pomagało? To po prostu nie działa! Zamiast lepszego ciała czujesz się coraz słabiej, zamiast przyjemniejszej pracy jest coraz gorzej. Tymczasem każda rzecz, jaka dzieje się w twoim życiu ma ci służyć! Chyba ufasz swojej duszy/Bogu/Miłości na tyle, że wiesz, że wybiera tylko te doświadczenia, które mają przynieść ci korzyść, rozwój, zmianę i to pozytywną.

dziekuje-scale-332-373

Przypadek? Nie sądze!

– jest moim ulubionym powiedzonkiem dlatego, że nic a nic nie jest jakimś zabawnym zbiegiem okoliczności, zlepkiem tańca ruchu w przestrzeni i przypadkowego obijania się jednego jej elementu od drugiego. Każda sytuacja ma swój cel a dopóki jesteś mentalnie skupiony na jej wadach nie możesz czerpać z niej tego, co dla ciebie przygotowała. To również nie przypadek, że to czytasz!

To tak jakbyś dostał prezent ale widząc białą wstążkę – a przecież nie lubisz  białych wstążek – nie rozpakował go bo jesteś skupiony na opakowaniu a nie na tym, co kryje się środku i w dodatku zły na Życie, że dało ci coś, co nie wygląda dobrze.

Gift woman

Wdzięczność i radość w obliczu wszystkiego zmienia percepcję, a więc zmienia rzeczywistość. Dosłownie. I daje ci moc jej kreowania. Energia wdzięczności jest bardzo silną wibracją, znajduje się wysoko na skali emocjonalnej i pozwala na otwarcie się na nowe doświadczenia i odebranie od rzeczywistości tego, co faktycznie dla ciebie przygotowała.

Odruch Dziękuję to potężne ćwiczenie, które zmienia postać rzeczy.

I oddaje ci moc.

Pamiętam, że kiedy idąc wzdłuż niemieckiej autostrady do następnej stacji podczas Wyścigu Autostopem w krzaczorach po pachy, z plecakiem wielkości mnie oraz perspektywą zatrzymania przez policję i dostania trzystu euro mandatu nie miałam w głowie najweselszych myśli. Z całej jednak siły próbowałam zmienić swój kierunek skupienia. Właściwie pogoda była świetna – nie padało. Stacja jest już za kilometr a więc jeszcze chwilka. Idziemy w rowie, więc pewnie nie widać nas aż tak bardzo. Mam swojego kompana i mogę na niego liczyć.

Nagle okazało się, że jestem w trakcie całkiem fajnej przygody i all is well. Nic nam się nie stało i dotarliśmy bezpiecznie. Przestałam się przejmować i patrząc na siebie z perspektywy czasu jestem dumna że poradziłam sobie nie tylko fizycznie ale przede wszystkim mentalnie z tą sytuacją zmieniając kierunek skupienia.

Kiedy dziękujesz – przychodzi do ciebie więcej rzeczy, za które możesz być i jesteś wdzięczny. Zmieniasz energię z „nie mam” na „mam tak dużo!”. Zmieniasz swój stan emocjonalny i jesteś w stanie robić zupełnie inne rzeczy.

 


Na Facebooku znajduje się grupa „100 dni wdzięczności„, do której możesz dołączyć i pisać codziennie lub kiedy czujesz taką potrzebę, co aktualnie ciebie wprawia w ten stan. Czasami piszę na niej tylko po to, aby samemu się poczuć sto razy lepiej. I to zawsze działa!

Podobna stronka znajduje się tutaj: LittleBigNotes!

Możesz również sam założyć swój notatnik i zapisywać w nim rzeczy, za które jesteś wdzięczny lub chcesz być wdzięcznym.

Odruch Dziękuję stanie się twoim codziennym nawykiem i nic już nigdy nie będzie takie samo!

Andżelika

Święto Światła

Za często ucieka nam sens.

Wszystkiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wróbelek z domowego ogródka też dołącza się do przekazu postu!

Dlatego w te święta życzę wam tego, o czym są te święta:

  • Radości, nawet przy myciu okien
  • Słońca, które zmienia pochmurny nastrój

  • Wdzięczności, bo za często nie ogarniamy jak bardzo jesteśmy błogosławieni

  • Wygodnego wyciągnięcia na kanapie i powiedzenia sobie: ale jest zajebiście!

  • Lampki wina z poważnym wujkiem, filozofem – tatą i zawsze przezorną mamą

  • Dystansu do rodzinnych potyczek i wspólnych zdjęć, które powstają w wielkim trudzie, bo musimy pamiętać jak wiele osób nie ma nawet z kim się pokłócić o miejsce na rodzinnym zdjęciu

  • Młodszego Braciszka, który podbiera wam alkohol, bo jak sobie sam naleje to przykuje uwagę całej rodzinki

  • Wytrwania w kościelnym chłodzie i zrozumienia, że najważniejsze jest to, że jesteśmy ciepli w środku

  • Kłócenia się o to, kto pozbiera talerze po śniadaniu bo nie każdy ma takiego kogoś i o co się posprzeczać

  • Rozbrykanych dzieci na ołtarzu, które poważnym minom babć dodają uroku i przypominają o tym, że kiedyś też miały trzy latka i różowe opaski na włosach

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Przede wszystkim:

Bycia Szczęśliwym :)

Prosto z Raju,

Andżelika

zołza

Rozdrażniona bestyjka z pazurkami na wierzchu. Lekko naburmuszona, być może lekko bezczelna.
Z zadartym noskiem.

Może być Pani Rihanna

To obraz który widzę przed oczami, kiedy myślę „zołza”.

Jak się okazuje – Pani Zołza może być dobra.

Ale do sedna.

Od dziecka wychowywani, a przede wszystkim – wychowywane jesteśmy w klimacie bycia kimś miłym. Uprzejmym, dobrym, kochanym.

Uczymy się bardzo szybko jak nie zachodzić za skórę zaraz po tym, jak karcący wzrok rodzica spotyka się z naszymi ciekawskimi ślepiami wpatrzonymi w coś, co chcemy wziąć do buzi albo wysadzić w powietrze.

Uczymy się ustępować miejsca, oddawać innym swoje zabawki, być fajnymi i akceptowanymi.

Nie ma w tym nic złego. Absolutnie nie.

Dochodzimy jednak do takiego punktu, w którym okazuje się, że zaczynamy być miłymi kosztem siebie a przecież nie o to w byciu miłym nam – no i naszym opiekunom – chodziło. Oni chcieli, abyśmy czuli się ze sobą dobrze poprzez bycie akceptowanym społecznie.

Ale to działa dokładnie na odwrót.

W efekcie zaczynamy bać się pytać,  do buzi wkładamy już tylko widelec i łyżkę, nasze rączki są czyste a główka… no cóż, bardzo poukładana – bynajmniej tak to ma z boku wyglądać.

(A jak jest – każdy wie.)

Zaczynamy być mili dla całego świata – z wyjątkiem samych siebie.

998875_567226503324172_1340735481_n
„Ludzie będą Cię kochać. Ludzie będą Cię nienawidzić. I nic z tych rzeczy nie będzie miało nic wspólnego z Tobą.”

Zołza lub też męski odpowiednik tejże sylwetki to osoba, która po prostu przestaje przepraszać, za to że żyje a więc:

  • nie przeprasza za odmienne zdanie
  • nie prosi o pozwolenie na robienie tego, co chce
  • nie boi się zapytać, gdy nie wie
  • nie kryje się z tym, kim naprawdę jest
  • nie zbywa zaprzeczeniem komplementów
  • otacza się ludźmi, którzy są dla niej wartościowi
  • rezygnuje z zajęć, które ją torturują
  • poświęca swój czas na pasje, a niemiłe obowiązki minimalizuje
  • potrafi odmówić
  • wyznacza zdrowe granice
  • po prostu pozwala siebie kochać za to, jaka jest

Każdy z nas jest taki, jaki jest. Może to zaakceptować,  bądź borykać się z tym do końca swego życia i jest to jego święty wybór.

Jakże często jednak staramy się być mili zamiast być po prostu – sobą.

Dlaczego więc mam przepraszać, za to, co kocham robić? Za to, co uważam, za to, jak to wyrażam, za to, co piszę? Dlaczego mam zastanawiać się nad tym, co zrobiłam źle katując siebie zamiast doceniać szukając rozwiązań? Dlaczego nie mam być czasami fajną zołzą dla świata i miłą dla siebie?

Tak naprawdę nikt nie myśli przecież o tym, co zrobił ktoś inny tylko w kółko analizuje samego siebie.

Twoje życie, Twoja sprawa, więc bądź Jego Panem, bądź Panią. Szanuj siebie i po prostu przestań myśleć, że ocena Twojego zachowania to temat, wokół którego kręci się Wenus, Mars i Jowisz w życiu kogoś innego. Tak nie jest – wystarczy zastanowić się nad tym, kiedy ty ostatni raz przeprowadziłeś psychoanalizę głupoty, którą ktoś palnął trzy tygodnie temu albo wczoraj.

Nikogo to nie obchodzi – poza Tobą.

970425_606330502721470_1180508682_n
„Najlepszy dzień Twojego życia to ten, w którym zdecydujesz, że Twoje życie jest Twoim WŁASNYM życiem. Zero wymówek, zero wykrętów. Na nikim nie polegasz, nikogo nie obwiniasz. Ten dar należy do Ciebie – to niesamowita podróż i jesteś odpowiedzialny za jej jakość. To jest dzień, kiedy Twoje zacznie się naprawdę.”

 

Czas zacząć być dobrą Zołzą. Taką z dumą reprezentującą swoje życie – nie przepraszającą za to, jak wygląda, tylko uśmiechającą się na myśl o jego perfekcyjności.

 Bo należy ono do mnie.  I nie muszę nikogo prosić o pozwolenie na doświadczanie go, jak tylko zechcę.

Teraz pytanie do Ciebie:

Czy masz odwagę zrobić coś ze swoim życiem, mając świadomość, że nikt nie musi go akceptować, aby Tobie ono sprawiało najprawdziwszą radochę?

Co to jest?

Namaste,
Andżelika

 

 

JAK CODZIENNIE MIEĆ SWÓJ SZCZĘŚLIWY DZIEŃ

Jedno zdanie potrafi wszystko zmienić.

Szczególnie to pomyślane z samego rana.

this-day-has-come-beauty-blue-clouds-fascinating-mountain-ray-sky-1024x2560

Nawet jeśli jednak już myślałeś coś wcześniej tego dnia, to  i tak wystarczy jedno zdanie pomyślane inaczej, niż cała litania przed nim aby może zamienić najokrutniejsze odczucia w przyjemność i miłość.

Wszystko co jest, jest energią a każda myśl posiada swoją własną wibrację.

To dlatego czasami mawiamy, że ktoś się nakręca i jest to bardzo dokładne opisanie tego, co się dzieje w Twojej głowie a przede wszystkim wibracji.

Im więcej uwagi poświęcisz pewnej myśli o określonych odczuciach tych więcej tych odczuć będzie się przyciągać do tej wibracji. To jak karuzela na którą wskakujesz w określonym rozpędem. Zgadasz się, że musisz się nieźle rozpędzić aby ją dogonić ale kiedy Ci się uda – możesz wskoczyć i wtedy energia pędu porwie cię.

A kiedy energia cię porwie nie masz zbyt wiele nad nią kontroli. Dlatego negatywne nakręcanie się najlepiej przerwać, zanim będziesz w samym środku nienawiści do całego świata.

carousel

Nakręcanie się jest świetne pod warunkiem, że robi się to świadomie. Zgodnie z prawem przyciągania przyciągniesz więcej podobnej energii aż w końcu porwie cię całkowicie doskonałe odczucie i będziesz się czuć na fali, doskonale, genialnie.

To będzie „Twój Dzień”.

ab85f4200001238b5108e533

Można to robić celowo. Ja dlatego codziennie mam Mój Dzień, bo świadomie skupiam się na pozytywnej energii.

Czyż to nie jest zajebiste wiedzieć, że każdego dnia będzie wspaniale ponieważ Ty tak decydujesz?

Niektórzy nakręcają się nieświadomie na negatywne emocje – mają wrażenie, że ktoś „im coś zrobił” i są przekonani, że to zasługa kogoś innego.

Czasami też nakręcamy się pozytywnie. Pojawia się jedna myśl a zaraz za nią biegnie cały pochód pozytywnych emocji, im więcej tych emocji tym więcej myśli – tym więcej emocji i tak dalej.

Prościej prawa przyciągania nie da się opisać i każdy odczuwa to codziennie.  Być może tylko o tym nie wie.

Kiedy więc znajdziesz się w centrum walki o lepsze samopoczucie, a często to tak wygląda jeśli nie dbasz świadomie o swoje odczucia spróbuj poszukać jednego zdania, najlepiej ogólnego, które pomoże ci spojrzeć na sytuację z innej strony i zmienić twój kierunek energii na pozytywny, tak, aby zaraz za nimi zaczęło się gromadzić więcej wspaniałej energii.

Przykład?

Powiedzmy, że pokłóciłeś się ze swoją mamą. Czujesz się kiepsko i w głowie znajdują się jedynie czarne scenariusze tego, jak mogłeś odpyskować bardziej wyrafinowanie.

Jedyne czego teraz potrzebujesz to świadoma intencja zmiany nastroju.

Tak. Musisz zdecydować, że zasługujesz na to, aby czuć się dobrze na tyle, że nieważna jest co w tej chwili robią/myślą inni.

Zmień myślenie o rzeczach, na które patrzysz – a rzeczy, na które patrzysz zmienią się.

 

Jak to zrobić? Spróbuj od czegoś ogólnego.

Co się stało? Może twoja mama chciała cię przed czymś przestrzec? Chyba troszczy się o ciebie. Skoro się troszczy to zależy jej na twoim dobru. Chce, abyś był bezpieczny. Jest twoją mamą, więc prawdopodobnie kocha cię najmocniej na świecie. Czy osoba, która kocha cię najmocniej na świecie chciałaby, abyś był nieszczęśliwy? Może czuła się źle, bo nie mogła ci czegoś zapewnić i zareagowała złością ale była to tylko matczyna miłość w połączeniu z trudnym dniem, podczas którego myślała o tobie sto razy?

Widzisz, jakie to proste. Możesz czekać „aż ci przejdzie” czyli po prostu zmienisz swój punkt skupienia i przestaniesz odczuwać negatywne emocje nawet tydzień czy 20 lat albo porozmawiać ze sobą przez 10 minut i nie tylko poczuć się lepiej ale dotrzeć do sedna sprawy oraz najprawdopodobniej polepszyć kontakty ze swoją mamą i sprawić, by były lepsze niż kiedykolwiek.

Decydując się na wybieranie lepszej myśli za każdym razem, kiedy czujemy się gorzej nie tylko zmienia twoje samopoczucie – ta decyzja zmienia życie!

Ps. Prezent od Bashara – jak dostać to, czego chcesz?

Prawda, że proste?

PS 2. To będzie dobry dzień!

FeelingWellbeing

Wibracyjny Snob

1962650_657419784317898_1366336847_n
„Wkrótce… staniesz się wibracyjnym snobem, który po prostu oczekuje, że rzeczy się wydarzą.”

Zastanawiający jest fakt, że każde z nas żyje w zupełnie innej przestrzeni. Czasami nazywamy to „trzymaniem się z kimś”, „dogadywaniem się”, i tak dalej. Oczywiście to nic innego jak określenia na wibracje.

Tworzymy wibracyjne wyspy. Każdy z nas jest jak kamień wrzucony do wody na około którego tafla zatacza coraz dalsze kręgi, aż w końcu zanika.

Podchodzimy do ludzi nie dlatego, że „wydają nam się ok.” Podchodzimy do nich bo nadajemy na tej samej fali i akurat to stwierdzenie w ogóle nie wymaga cudzysłowu. To bardzo dokładne określenie tego, co się dzieje. Rozumiał to już Pan Tesla.

Tesla-understand-universe
„Jeśli chcesz zrozumieć Wszechświat myśl w kategoriach energii, częstotliwości i wibracji.”

Przechodząc więc przez nasze dni pozwalamy sobie, zazwyczaj nieświadomie (smuteczek), na wciągnie siebie w wibracje przeróżne. Strachu, złości, narzekania. Czasami radości i lekkości a wtedy mamy tak zwany „mój dzień” czy też „dzień szczęśliwy, idealny”. Zazwyczaj jest to przypadek, niestety. Niektórzy takie dni mają codziennie. Nazywamy ich „szczęśliwcami”, „urodzonymi w czepku”.

Jednak wiecie co?

Każdy z nas może być Szczęśliwcem. Takim Lucky Guy, if You know what  I mean. Wystarczy odrobina praktyki i … decyzji o stania się wibracyjnym snobem.

Kto to jest więc Wibracyjny Snob?

Wibracyjny Snob to osoba, która uparcie, zdecydowanie i pewnie podąża za swoim szczęściem. To osoba, która jest tak bardzo skupiona na czuciu się świetnie, że nie obchodzą ją niższe wibracje.

Unika tych, którzy narzekają. Odchodzi jak gdyby nigdy nic, kiedy zauważa, że ktoś się złości. Unika kontaktu z negatywnymi osobami, nie dlatego, że ich nie lubi lub jest samolubna, tylko dlatego, że po prostu nie pasuje do ich wibracji.

Na początku wymaga to samolubności. I jest to tak bardzo zdrowa samolubność.

„Ale jak tak to?! Nie wysłuchasz mnie, kiedy jest mi źle? Nie pomożesz mi, kiedy będę miał depresję?”

Niedawno byłam w samym środku sytuacji, w której kilka słów więcej wywołałoby niesamowitą złość w drugiej osobie. Tak naprawdę ja nie mówiłam za dużo, ona sama się nakręciła. Pomyślałam, że wychodzę. Powiedziałam, że nie mam zamiaru rozmawiać ani tym bardziej robić tego, co ode mnie wymaga dopóki nie przestanie się złościć albo nie odejdzie.

Oczywiście zazwyczaj ta druga osoba wtedy wpada w szał, ponieważ przerywam jej energetyczne wkręcenie w sytuację. Daję rozwiązanie. Jednak bycie Wibracyjnym Snobem powoduje, że ludzie są lepsi, również ci na około.

Ponadto – nikt nie potrafi skutecznie pocieszyć nikogo, jeśli widzi dokładnie to co osoba w „dołku”, ponieważ „zniża się do jej poziomu” – czyli wibracji. Tylko i wyłącznie osoba skupiona na pozytywnych aspektach osoby pocieszanej może ją podnieść na duchu, zmotywować. Einstein powiedział przecież, że rozwiązanie znajduje się na innym poziomie niż problem. Bycie Wibracyjnym Snobem ma same zalety!

Bo to skupienie na czystej pozytywnej energii, którą jesteś!

Kiedy przerywasz ich negatywny łańcuch emocji pozwalasz im na pokazanie tylko swojej pozytywnej strony. Nie tylko ty się nie denerwujesz, ale pozwalasz również wyluzować tej drugiej osobie.

Wibracyjny Snob to osoba, która jest skupiona na swoim szczęściu, nieważne, czy pada deszcz, czy świeci słońce. Zgodzę się, że czasami jest łatwiej czuć się świetnie kiedy budzi cię słońce i piękny poranek.

Jednak niewielka ilość praktyki powoduje, że możesz być szczęśliwy w każdych warunkach. Celowe nakierowanie się na pozytywne efekty powoduje, że życie będzie dawać tylko takie, a znajdziesz piękno w każdym, najbardziej deszczowym dniu. Nie tylko to subiektywne. Zaczniesz dostrzegać „zbiegi okoliczności”, rzeczy zaczną się „same układać.”

Staniesz się takim Lucky Guy – jeśli będziesz chciał, w każdym tego słowa znaczeniu. 

Wymaga to jedynie decyzji:

Dzisiaj nieważne, gdzie pójdę, nieważne z kim i nieważne co będę robić najważniejsze jest to aby czuł się dobrze.

Każdego dnia. Od nowa. Zdecydowanie.

Andżelika :)

i don`t need a man?

Każdy z nas chce być przede wszystkim kochany. Bardzo kochany. Albo inaczej: chce czuć miłość. Oczywiście – najłatwiej jest ją pozyskać od kogoś innego. Ktoś inny staje się wtedy odpowiedzialny za nasze poczucie bezpieczeństwa i wspaniałości. To jest jednak gra pozorów, bardzo krótkotrwała. Na bardzo krótką metę i w ostateczności przynosi o wiele, wiele więcej cierpienia niż przyjemności.

Desperackie poszukiwanie miłości na zewnątrz jest trochę jak obżeranie się ciastkami. Kiedy masz cukrzycę.

Nie żebym miała coś przeciwko jedzeniu muffinek albo ciastek. Sama je kocham.

1947484_1454686148097213_665665529_n
Przy okazji Abraham-y wcale nie chcą abyś czuł się winny zjedzenia ciastka. Nie chcą abyś się czuł winny z jakiekolwiek powodu. Ale to temat na inny wpis.

Na początku jest super słodko i przyjemnie. Ktoś ci daje przecudowne ciasteczko opakowane w kolorowy papier i mówi: kocham cię.

Odczuwasz błogostan. Jest zajebiście. Nic się nie liczy. Potem jednak okazuje się, że nie masz w sobie insuliny! I musisz ją dostarczyć z zewnątrz. Nie umiesz poradzić sobie ze strawieniem ciasteczka! W momencie rozpaczy poszukujesz rozwiązania na zewnątrz.

Kiedy nie kochasz siebie i w dodatku szukasz miłości na zewnątrz to robisz sobie krzywdę. Ogromną.

Oczywiście cukrzycy muszą coś jeść i dostarczanie insuliny z zewnątrz jest im absolutnie potrzebne.

Jednak każdy z nas może nabyć taką emocjonalną cukrzycę (tak, tak – rodzinka) lub też ją w sobie wytworzyć w toku życiowego postępowania poprzez zniszczenie swojej umiejętności do kochania samego siebie a potem każda oznaka miłości wymaga za chwilę szeregu innych zewnętrznych oznak zaspokajających wszystkie istniejące emocjonalne ludzkie potrzeby.

Więc – czy nie potrzebuję mężczyzny? Nie. Wczoraj sobie uświadomiłam, że jestem absolutnie wspaniała i kompletna dokładnie taka, jaka jestem. I to uczucie było… nie do opisania. I chcę aby każdy je odczuwał. To było coś na zasadzie: nie potrzebuję nikogo aby mi mówił, że jestem fajna. Byłam podłączona do energii swojego Źródła i kompletnie mnie nie obchodziło, co się dzieje na około a jednocześnie czułam tak ogromną miłość do każdego że to się w głowie nie mieści.

Kiedy poczułam miłość do siebie i nie potrzebowałam aprobaty nikogo z zewnątrz przy okazji czułam, że niesamowicie doceniam każdego ponieważ jestem bezpieczna i skupianie się na wspaniałości kogoś innego nie odbiera jej mi samej.

Poczułam się na tyle bezpieczna a jednak przekonana do tego, że bycie z kimś w związku aktualnie nie jest żadnym problemem. Mój poziom uwielbiania każdego był na tak wysokim poziomie, że nie potrzebowałabym oczekiwać od „drugiej połówki” całego szeregu cech, które odhaczałbym na liście.

Kompletnie by mnie to nie interesowało, kochałabym bezwarunkowo. Po prostu.

Wyszłabym z punktu bezwarunkowego doceniania. Jeśli w takim stanie stworzę związek – a mam taki zamiar – będzie on oparty na wspólnym docenianiu i wspieraniu siebie i po prostu fajnym spędzaniu razem czasu i kreowaniu ciekawej rzeczywistości.

Nie potrzebuję mężczyzny. I nie – nie będę teraz starą panną zgrzytającą zębami. Zazwyczaj kiedy się odpuszcza – samo przychodzi.

Nie chcę być jedną z tych kobiet, które uważają, że nie potrzebują związku a przy okazji terroryzują otoczenie swoją złością, bo dawno nikt ich mocno nie przycisnął do ściany i potargał bez pamięci. To nie o to chodzi.

Prędzej czy później każdy jednak uświadamia sobie, że potrzeba związku nie może wychodzić z punktu potrzeby kogoś, kto zapewni ci miłość. Kwestia ile czasu, związków, małżeństw i łez to zajmie. Najlepiej jednak zająć się tym teraz. A to właśnie zrobiłam.

No to czas na ciasteczko!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Już zjadłam jego buźkę! Zasługiwałam <3
Ps. Jest identyczne jak to od Abrahama. Przypadek? ;)

Andżelika :)

Zainspiruj się i działaj od razu!

971713_221665994654904_303168618_n

Jak to zwą?

Różnie.

Weną, inspiracją, natchnieniem.

Tak czy siak to uczucie, które powoduje, że chcesz działać. Zobaczyłeś coś, poczułeś coś, ktoś coś powiedział. Poczułeś się Kreatorem, kimś, kto może stworzyć coś fajnego. Poczułeś coś, co ominęło twoje nerwowe komóreczki, które uparcie powtarzają często stary spacer „od strachu do strachu”.

Udało ci się wyłączyć wewnętrznego krytyka (który często jest niezidentyfikowanym tłumem bezosobowych twarzy i i mówi „co oni powiedzą?”).

Bo coś trafiło prosto do twojego Serca.

W każdym mądrym poradniku rozwoju osobistego odnajdziemy jak mantra powtarzane zdanie, że

Czas na działanie jest teraz.

Nie jutro, nie wczoraj. Teraz.

{Kiedy dzisiaj dowiedziałam się o możliwości prowadzenia Power Walku w Poznaniu o tematyce związanej akurat z emocjami (czyli lepiej być nie mogło) poczułam impuls, który krzyknął: bierz, szybko! I zanim zaczęłam zastanawiać się nad brakiem czasu, kompetencji czy umiejętności napisałam: biorę! Najprawdopodobniej będzie to niezwykle trafiona decyzja. Jak większość tego typu, które podejmuję z pobudek pełnych pasji i zaufania sobie, że się nadaję się robienia tego, co kocham!}

Ja lubię samą siebie inspirować. Właściwie bardzo łatwo jest mnie poruszyć czymkolwiek. Czasami wystarczy ptak na drodze z żółtym dzióbkiem albo właściwe zdjęcie o właściwej porze w internecie, które jest jak wielkie „buuum!” dla mojego umysłu.

1013880_10200666858408407_1771566536_n
(Takie, jak na przykład to.)

Zazwyczaj wtedy czuję przemożoną chęć coś napisać. Czasami zrobić coś innego, ale chyba najbardziej przez pisanie potrafię się wyrażać, czasami jest to taniec.

Co się często jednak dzieje w takich sytuacjach?

Szalony kreatywny impuls, który zazwyczaj przynosi owocne plony zostaje zarzucony myślami o porażce. Myślami „co oni powiedzą?”.

Myślę, że tak się dzieje w wielu życiach i w wielu głowach chociaż większość nie jest tego świadoma.

Jakże często pod wpływem cudownego stanu „po lampce wina ewentualnie czterech” jesteśmy panami świata, bo myślenie krytyczne jest wyłączone?! Zakładamy nowe firmy, ratujemy faune i florę całej Ziemi, zmieniamy świat. Następnego dnia budzimy się i nic nie pamiętamy a każda z tych idei wydaje się idiotyczna.

Czyżby?!

To przecież ci, którzy są na tyle szaleni aby spełniać najbardziej pochrzanione marzenia naprawdę żyją.

A nie wegetują, jak pozostali.

W tych impulsach, które przychodzą tkwi GENIUSZ. Musimy się nauczyć ich słuchać i w ogóle nie negować. To mówi nasza dusza/wyższe Ja/Bóg – i on wie, co robi. Trust me. Serio. Możesz się mnie o to zapytać – mam w zanadrzu kilka fajnych historyjek.

Więc zamiast robić nic i pozwolić strachowi trzymać długopis opisujący nasze życie, musimy przejąć go MY SAMI.

1003172_642631492416467_47801449_n (1)

Daj sobie komfort ufania impulsom.

A kiedy go masz… działaj! Od razu!

Tak jak ja teraz ;)

Andżelika

Twój Potencjał

Nie wydaje mi się, aby Ten, Który To Wszystko Stworzył – jakaś Inteligentna, Cudowna Istota która z niezwykłą doskonałością zaprojektowała nerwy poruszające twoimi palcami i mięśnie ułatwiające skrzydłom kolibra unoszenie się nad kwiatem miała jakikolwiek problem z powtarzalnością.

Wydaje się nam – ludziom, że jesteśmy niesamowicie podobni. Patrząc na szare masy poruszające się po ulicach naszych szarych miast wyglądamy jak jedna wielka zbita masa. Łatwo się w tym wszystkim pogubić, prawda? Pomyśleć, że w tym jestem podobna do jednej osoby a w innej kwestii do drugiej. Chyba nie ma nic w tym złego. Do czasu.

Jesteśmy uczeni, aby być podobnymi. Aby porównywać się do innych i szukać u nich akceptacji. Rodzimy się z potrzebą bycia kochanymi. W końcu miłością jesteśmy sami. Jednak czasami mam wrażenie, że zamiast świętować nasze podobieństwa, które łączą nas bądź co bądź w jedną rodzinę zwaną ludzkością – doszukujemy się w nich desperacko akceptacji, zamiast samemu włożyć do tej społeczności odrobinę swojego unikalnego „ja”.

531867_10201562570536783_959029951_n

Twój własny potencjał jest – jak sama nazwa wskazuje – potencjałem twoim. Nie moim, nie ich, nie kogoś innego. Nie chodził nigdy po tej planecie, nie chodzi i nie będzie chodził nikt taki sam, jak ty. Nigdy. Ever.

Twój własny potencjał został stworzony po to, abyś wykorzystywał go na swój własny sposób.

Twoje pasje nie są przypadkiem, pomyłką ani wypadkową zbiegów okoliczności.

Twoje pasje są prawdziwą wibracją ciebie, dlatego tak cudownie czujesz się kiedy za nimi podążasz!

Twoje pasje mają zmieniać ten świat!

 

Czy słyszałeś kiedykolwiek o kimś, kto z szaloną pasją i radością wyrządza komuś krzywdę?! Nasze prawdziwe pasje zawsze są niewinne, cudowne i transformujące nas samych oraz innych.

Nie możesz się bać podążać za swoim potencjałem, który Inteligentny, Kochający Ktoś zakopał w twoim sercu. Mój potencjał do pisania, mój potencjał do tańca, mój potencjał do uczenia i mówienia do innych jest absolutnie unikalny i chociaż mogę szlifować każdą z tych opcji i uczyć się na maksa ich od innych to zawsze będę ja i tylko ja będę wykonywać to w ten jeden określony sposób.

No czyż to nie jest zajebiste?!

Twoja energia jest tak unikalna, że nie ma żadnego sensownego powodu dla którego miałbyś nie korzystać z niej ponieważ ktoś inny wykonuje to, co ty też chcesz w lepszy sposób.

Perfekcja jest do wyćwiczenia. Pasja, talent i flow nie jest do nauczenia, ty masz to w sercu i tego nie da się podmienić ani porównać.

 

Wszystko, czego chcesz jest po drugiej stronie strachu. Ty wiesz, co kochasz robić. Musisz przeskoczyć strach poprzez uświadomienie sobie swojego potencjału oraz celowości umieszczenia jego akurat w tobie!

Wyobrażasz sobie cudowność jaka nastałaby na Ziemi, gdybyśmy po prostu zaczęli kochać, to robimy i robić, to co kochamy?!
Czyż to nie jest właśnie raj?

Tymczasem twój własny potencjał do życia wymarzonym, aktualnym życiem drzemie jak Smaug na kupie złota i czeka na małego hobbita w postaci twojego cichego pragnienia, który zbudzi drzemiącą bestię i spowoduje, że polecisz w świat na skrzydłach szczęścia – bynajmniej nie po to, aby burzyć, ale aby uczynić cię wolnym.

 

Przy okazji zwolni też całkiem zacną górę miliona monet leżącą pod smacznie śpiącą bestią potencjału – wszystko do twojej własnej dyspozycji! I jedyne, czego potrzebujesz to inspiracji, dźgnięcia w bok albo solidnego kopa w tyłek, aby się obudzić i stworzyć swoim potencjałem życie, na które zasługuje ten świat a przede wszystkim! ty sam.

Być może ten wpis będzie dla kogoś właśnie czymś takim.

Namaste!
Andżelika

Dlaczego nigdy nie powinieneś porównywać się do innych

Cztery minuty w absolutnej ciszy. Tylko drgające źrenice zdradzają wewnętrzną burzę. I chociaż wokół nas panuje cisza, w środku jest głośniej niż na niejednym stadionie. Tylko drgające źrenice i poruszające się od czasu do czasu dłonie zdradzają monolog, który prowadzi każdy z nas w środku swojej istoty. Proste ćwiczenie, chwila czasu, dwie osoby. „Nic trudnego” – tak się może zdawać.

Patrz się cztery minuty w oczy drugiej, nieznajomej ci osoby a poznasz samego siebie bardziej niż podczas niejednej spowiedzi.

Ćwiczenie, o którym mówię przeprowadziłam razem z ludźmi, których miałam zaszczyt poznać podczas jednego ze spotkań rozwoju osobistego. Cztery minuty rozwinęły mnie bardziej niż wiele stron książek o naszej ludzkiej naturze. Żadne słowa nie zastąpią doświadczenia.
all-eyes-and-a-desire-l
Głos, o którym mowa – głos, który każdy z nas słyszał w momencie siadania na przeciwko nieznajomej twarzy może być nazywany różnie: podświadomością, głosem wewnętrznym, głosem krytyki i tak dalej. Nieważne jak go nazwiemy, wiemy, że istnieje i że jest częścią nas. Zazwyczaj nieuświadomiony kieruje wieloma naszymi decyzjami.

Ba, nawet całym naszym życiem.

Jego rolą, jak zauważyłam, było dopasowanie się, poszukiwanie akceptacji, stanie się okej. Mówił mi wszystko po to, abym mogła być postrzegana dobrze, tak abym sama czuła się w porządku wśród wszystkich naokoło.

Kiedy okazało się, że każdy z nas słyszy ten głos uświadomiłam sobie, że nie jestem jakimś  szalonym wyjątkiem. Każdy z nas jest na swój sposób ale ponieważ poszukuje miłości to chce ją otrzymać w jakikolwiek możliwy sposób na przykład poprzez bycie podobnym.

Być może ten wewnętrzny głos to nasze ewolucyjne przystosowanie, które zapewnia nam bezpieczeństwo w „stadzie”. Być może.

akceptacja-siebie

To, do czego dążę leży jednak głębiej.

Dzięki temu głosowi oraz nieokiełznanemu strachowi możemy być skorzy porównywać się do innych w każdej możliwej sytuacji a im mniejsze poczucie wartości tym większa potrzeba poszukiwania akceptacji a więc większe prawdopodobieństwo porównywania każdego swojego zachowania z drugą osobą po to aby sprawdzić, czy otrzymamy miłość.

Jeśli porównywanie się z kimś innym wypływa z poczucia bezwartościowości nigdy nie przyniesie rozwoju. Raczej zatrzyma nas z tyłu. Powie nam: nie jesteś taki on, jak więc możesz być sobą, skoro to, kim jesteś nie jest takie super?

Przyznasz, że brzmi to absurdalnie, jednak bardzo często to, co czujemy właśnie tak by brzmiało gdybyśmy to ubrali w słowa.

Jeśli tylko uświadomimy sobie, że powinniśmy raczej porównywać się sami do siebie, do osoby, którą byliśmy wcześniej, że nasze doświadczenie zawsze jest czymś innym niż tej drugiej osoby – możemy sobie odpuścić.

Bardzo długo w swoim życiu miałam etap poszukiwania akceptacji u innych poprzez próbę dostosowania się do ich własnych preferencji. Oczywiście wypadało to mega kiepsko – i dla nich, bo nic sobą nie wnosiłam jako osobą, oraz dla samej siebie tym bardziej – bo nie otrzymywałam wtedy poszukiwanej akceptacji a nawet dokładne jej przeciwieństwa.

Jakoś niedawno jednak, po ogromnej ilości prób podejmowanych w celu odzyskania miłości do samej siebie – odpuściłam. Presja jaką sama na siebie nakładałam była tak duża, że w końcu przegięłam. Odpuściłam w jednej chwili, bo pomyślałam sobie: kurcze, ale ja po prostu jestem jaka jestem i nic poza tym.

PO CO MAM STARAĆ SIĘ BYĆ KIMŚ INNYM?

Poczułam ogromna ulgę. Poczułam szacunek do samej siebie. Poczułam, że naprawdę nie muszę być kimś innym. Poczułam, że mogę być jedynie sobą i nawet jeśli ktoś tego tak bardzo nie lubi – przykro mi, ale ja nie mam zamiaru się zmieniać bo to nigdy mi się to nie udało (chociaż próbowałam, naprawdę bardzo), zresztą – po co?

Kiedy odpuściłam strach przed odrzuceniem zaczęłam szczerze siebie lubić. Dostrzegać to, co przeszłam i to, co dzięki temu zbudowałam. Akceptować swoją wyjątkowość.

feature_make-your-website-unique-1

Każda próba dostosowania się do cech innej osoby jest gwałtem na tobie.

To jak wzięcie noża i próba okaleczenia siebie po to, aby przypominać kogoś innego.

Dla Wszechświata, Boga, Miłości jesteś po prostu tym, kim jesteś i w doskonały sposób wykonujesz swoją rolę wpisaną w cechy, które sam wybrałeś. Wybrałeś bardzo dobrze. Nie mogłeś wybrać lepiej, ponieważ w tym Wszechświecie nie ma przypadków.

Uczucie, które masz kiedy stajesz się częścią ludzi, którzy znają ciebie naprawdę jest absolutnie nie do opisania. Nawet jeśli do tej pory byłeś kimś innym i wszyscy kochali kogoś innego spróbuj, czy pokochają prawdziwego ciebie. Jeśli nie – znajdą się tacy, którzy dadzą tobie milion więcej niż, ci którzy znali twoją maskę, a nie prawdziwą tożsamość.

Jeśli mowa o porównywaniu – porównuj swoje umiejętności, zamiast samego siebie. Jeśli ktoś umie lepiej gotować, przyjrzyj się jego technice krojenia marchewki zamiast przyglądać się całej swojej osobie i stwierdzać na tej podstawie, że jesteś mniej wartościowy.

Energię, którą pożytkujesz na strach przed odrzuceniem spożytkuj na miłość do swojego potencjału. Przecież skoro ktoś inny potrafi gotować, pływać, rysować, śpiewać… to dlaczego nie ty?

Czym się różnisz?!

No właśnie.
Niczym.

Namasté,
Andżelika

To, czego chcesz już jest!

Abraham o Twojej Prawdziwej Naturze oraz o Naturze Tego, Czego Chcesz

„Podczas gdy znajdujesz się w swoim fizycznym świecie – posiadanie wiedzy odnośnie tego, czego chcesz, wybieranie tych rzeczy, decydowanie się i wysyłanie próśb czy też intencji do Wszechświata – to wszystko dzieje się w czasie teraźniejszym. Więc ta nowa idea/rzecz, która rodzi się w Tobie za każdym razem, kiedy czegoś chcesz – jest absorbowana i skonsumowana przez Źródło, oraz Źródło dosłownie staje się nią.

Kiedy sobie uświadomisz, że Energia Źródła jest OGROMNA w porównaniu z energią Twojej fizycznej osoby – zaczynasz rozumieć, że nowa wersja Ciebie to wersja rozszerzona, wersja, która została stworzona, ponieważ czegoś chciałeś.

I Źródło w Tobie utrzymuje cały czas wibracyjną wersję, wibracyjne rozszerzenie Ciebie – innymi słowy promieniuje wibracją WSZYSTKIEGO, czym się stałeś.”

Rozwój, do którego zmusza nas fizyczna rzeczywistość często powoduje w nas ból, ponieważ każdego dnia dostrzegamy więcej rzeczy, które byśmy chcieli mieć, które powodują, że stajemy się w swoich wyobrażeniach kimś więcej, pragniemy więcej i inaczej doświadczać.

Jedynym powodem, dla którego jednak odczuwamy dyskomfort lub też brak manifestacji to my sami, a właściwie nasza wibracja, która utknęła w starych nas. Jak ją zmienić? Wybierając szczęście.

Więc wyobraź sobie, że stworzyłeś absolutnie nową, wspanialszą wersję siebie w obliczu jakiegoś nieprzyjemnego doświadczenia. Odpowiedź na pytanie dlaczego czujesz się z nią źle to: ponieważ nie starasz się żaden sposób z nią zjednać. Ból, jaki możesz odczuwać nie wynika z tego, że stałeś się kimś więcej jednak z tego, że nie starasz się dopasować do tej wersji, bo cały czas trzymasz w sobie myśli pełne strachu.
The-foot-of-big-tree
Wiele rzeczy, które spowodowały Twój rozwój są często tymi rzeczami, które trzymają Cię z dala od otrzymania ich ulepszonej wersji, która jest Twoją kreacją.

To pewien paradoks.

Właściwie powinniśmy podziękować im za rozwój i stać się jeszcze lepszą wersją siebie, którą dzięki nim stworzyliśmy. Często jednak jest tak, że tworzysz coś tak wspaniałego, że nie potrafisz się z tym zjednać a więc pozostajesz w impasie. Może to wyglądać jak koniec albo nagłe wygaśnięcie jakiś relacji. Żadna relacja nigdy jednak nie wygasa.

Prawda jest taka, że ponieważ stałeś się ulepszoną wersją tych rzeczy możesz po nie sięgnąć poprzez zmianę myślenia o nich samych. Jednak im większy potencjał rozwoju, tym większy potencjał strachu a więc prawdopodobnie trzyma Cię on przy wierzeniu w „starą” rzeczywistość.

Nowa rzeczywistość jednak, ta prawdziwa – czeka abyś się z nią zjednał. I czeka TERAZ.

Więc odpuść stare, bo idzie nowe – zbudowane na fundamencie starego, jednak całkowicie odświeżone, polepszone, doskonalsze! I to Ty sam jesteś tego autorem!

Andżelika

dziękuję

Chciałam oficjalnie i z głębi mojego zaskoczonego pozytywnie serca podziękować wszystkim, którzy uczynili moją wizję spotkania ludzi Nowej Ery jak najbardziej możliwą i doskonałą.

Dream Team, czyli od lewej: Wojciech Diechtiar, Andżelika Bieńkowska, Dominik Wojczyk
Dream Team, czyli od lewej: Wojciech Diechtiar, Andżelika Bieńkowska, Dominik Wojczyk

Chciałam podziękować za ogromną ilość wsparcia, wasze uśmiechnięte mordki, ogromną dawkę emocjonalnej podpory oraz łzy osób, które zaskoczyły mnie swoją otwartością na to, co miałam do przekazania. To doprawdy jest nie do opisania. Patrząc się przed siebie i widząc kiwające się w uznaniu głowy oraz załzawione oczy mogłam wiedzieć jedynie tyle, że jestem w idealnym miejscu oraz że moja przeszłość naprawdę miała sens a przede to wszystkim:

…to co robię TERAZ i to, co jeszcze zrobię. To dopiero początek.

Mam ochotę uściskać Was wszystkich raz jeszcze. Jestem pewna siebie w tym kim jestem i chcę mam zamiar to kontynuować oraz rozwijać. Dzięki wam projekt tego bloga oraz tworzenia wszystkiego tego, co z nim związane staje się dla mnie oczywistą drogą.

Wciąż szczęśliwa i pełna pozytywnych wibracji podczas powrotu z Namysłowa
Wciąż szczęśliwa i pełna pozytywnych wibracji podczas powrotu z Namysłowa

Nie potrafię opisać uczucia, które do teraz mi towarzyszy. Czuję się oczyszczona, wolna i lekka. Czuję się po prostu dobrze! I czuję, że jestem na swojej drodze. Czuję się niezwyciężona.

Dziękuję Dominikowi Wojczykowi oraz Wojciechowi Diechtiarowi.
Dziękuję Wam Wszystkim.

Andżelika

Ofiara czy Stwórca?

Być może nie potrafisz w to uwierzyć, jednak życie każdego z nas jest kreowane w pewnym celu. Nic nie dzieje się tak po prostu. Dlatego kocham mawiać: Przypadek? Nie sądzę! – ponieważ nigdy nie ma przypadków. To nie przypadek, że jesteś na Ziemi, to nie przypadek, że robisz, to co robisz, to nie przypadek, że tak wyglądasz, to nie przypadek, że masz taki ani inny znak zodiaku. To nie przypadek, że jesteś cholerykiem albo stoikiem. To wszystko zostało zaprojektowane. Przez kogo? No jasne, że ciebie.

W kreacji, wszystkim, co jest – nie istnieje miejsce na przypadek dlatego, że jesteś przedłużeniem Boga, jesteś jego nieodłączną, nigdy nie mogącą się nawet od niego odłączyć częścią, a każda separacja – nawet ta, którą nazywamy ziemskim doświadczeniem może jedynie być iluzją, a nie prawdą ostateczną. Ostatecznie nigdy nic nie jest oddzielone od Jedności.

brain-manmoon
Okej. Ale jakie to może mieć dla ciebie praktyczne znaczenie?

Duchowość, rozwój świadomości ma to do siebie, że dla wielu osób wydaje się czymś tak oderwanym od rzeczywistości (jak religia), że drepta na szarym końcu kolejki wartości wielu osób. Tymczasem wiedza ta pomaga niesamowicie zmienić życiowe doświadczenie. Podkreślam – niesamowicie, ponieważ właściwie potrafi zmienić wszystko.

Kim więc jesteś? Ofiarą czy Stwórcą?

Na tym polega ta Wielka Zmiana, o której co jakiś czas być może słyszysz w kręgach rozwojowych, tak zwany Holy Shift! To nie jest zmiana technologii, jakiej używa ludzkość, to nie broń ze stali ma tutaj znaczenie. Jak to mawia David Icke: „It`s not guns! It`s consciousness!”

To nie broń zmienia ten świat, to świadomość!

374

Ta zmiana polega jedynie na zmianie punktu widzenia. Do tej pory postrzegaliśmy siebie jako biednych, marnych ludzików, którymi Bóg/los/karma ciska na wszystkie strony. Pozbawiliśmy samych siebie mocy. Teraz do tej mocy wracamy. Nikt nie jest odpowiedzialny za naszą rzeczywistość poza nami samymi!

Uf, to ciężkie to przyjęcia na pierwszy rzut oka – tak wielka odpowiedzialność! – jednak tak wielka moc, która za nią stoi.

Dzięki rozwojowi  świadomości możesz otworzyć swoje Trzecie Oko, które odpowiedzialne jest za widzenie ukrytego ale doskonałego celu każdej sytuacji, która potrzebna jest duszy do rozwoju. Spojrzenie na swoje życie jak na film, w którym grasz pewną rolę pomoże ci się wyluzować, po prostu uznać, że nie potrzeba się aż tak przywiązywać do każdego rezultatu. To jest właśnie poszerzona świadomość! Widzisz więcej, więc nie przejmujesz się każdym szczegółem a raczej traktujesz go jak prezent zapakowany w doświadczenie, osoby, sytuacje, miejsca. A wszystko to dla twojego rozwoju!

Wielka Zmiana Świadomości to po prostu postawienie siebie w roli Stwórcy, a nie Ofiary.

No dobrze, więc jaka z tego jest dla mnie korzyść?!

Ano taka, że od tej pory nieważne co ci się przydarzy – będziesz widział w tej sytuacji samego siebie. Będziesz świadomy, że nie ma przypadków, więc zamiast robić z siebie ofiarę na każdy możliwym kroku oddasz sobie moc z powrotem i weźmiesz swoje doświadczenie w swoje własne zdolne łapki.

Krok po kroku, zdarzenie za zdarzeniem nie będziesz już musiał się niczego bać. Skoro wszystko robisz sam sobie – dlaczego by nie zacząć siebie kochać i zacząć sobie sprawiać przyjemności w hołdzie swojej wspaniałej osobie, która z taką łatwością projektuje dla ciebie coś ciekawego każdego dnia?

Wiesz, właściwie możesz też wybierać dalej cierpienie. No ale jak już chyba wiesz, że zasługujesz na coś więcej – po co się dłużej bać?

raise-consciousness

Wyobrażasz to sobie? Koniec z narzekaniem, koniec z mówieniem, że ktoś jest taki i siaki dlatego ty reagujesz na niego tak czy inaczej. Na początku może się ty wydawać kiepskim pomysłem. Na początku może się wydawać, że to po prostu niemożliwe. Ale – dlaczegóż miałbyś oddawać całą swoją moc wciąż wszystkim, tylko nie sobie?!

Kiedy przyjmiesz pozycję Stwórcy, a nie Ofiary zaczniesz postrzegać wszystko inaczej. Jeśli coś nie będzie ci odpowiadać – zmienisz siebie, zamiast próbować zmienić innych, co jest praktycznie niemożliwe.

Zostaw innych w spokoju. Zajmij się sobą. Zajmij się swoim podejściem do rzeczywistości. Wszystko co się tobie dzieje – robisz sam sobie. Spróbuj zmienić podejście do samego siebie, zobaczysz jak świat to odwzajemni!

I chociaż nic nie jest przypadkiem, nie oznacza to, że takie pozostać musi na wieczność. Masz możliwość w każdej chwili to zmienić, a ponieważ już nic i nikt cię nie ogranicza – bo całą moc oddałeś samemu sobie, to na co jeszcze czekasz?

Owocnych zmian przed Nowym Rokiem!
Andżelika ;)