Właściciel siebie. Właściciel szczęścia.

To, co się powoli zaczyna zmieniać w dzisiejszym świecie, to co różni ludzi dwudziestego pierwszego wieku od ludzi kilka wieków temu to oczywiście szybki internet, samoloty i podziemnie metra; komórki i bezprzewodowe słuchawki; to, co jednak jest dla mnie najważniejsze to zmiana mentalności – bo bez zmiany świadomości nie ma zmiany rzeczywistości. Kiedyś ludzie myśleli, to, co myśleli inni, nie zastanawiając się do końca skąd się wzięło to, czy tamto: tak po prostu jest – mawiały nasze babcie – tak jest i nic na to nie poradzisz. Tymczasem my, dzisiejsi my zaczynamy zmieniać „nic na to nie poradzę” w „da się coś z tym zrobić” a niektórzy szaleńcy, tacy jak ja, czy ty: czytelnicy Wattlesa czy bloga Sekret Życia w Obfitości Wojciecha przechodzimy na „mogę zrobić z tym, co tylko chcę i tak też się stanie”. Zaczynamy być właścicielami swoich myśli, swoich emocji, swoich, słów, działań: całej swojej rzeczywistości.

To niby takie proste, takie logiczne, takie jasne jak słońce: tylko ty możesz zmienić swoje życie, bo nikt nie wejdzie do twojej głowy i nie zrobi tam porządku, nikt nie wstąpi do twojego serca i nie pozwoli kochać. Nic i nikt nie ma takiej mocy, żadna książka, artykuł, terapia, przesłuchanie; a jednak. Wciąż zwalamy odpowiedzialność za swoje życie na innych.

Musisz sobie uświadomić, że NIE: ty myślisz o rzeczywistości w określony sposób, bo ona taka jest. Ona taka jest, dlatego że ty o niej w ten sposób myślisz. Mała różnica, a jednak.

1. Właściciel myśli

Czasami może ci się wydawać, że nie masz żadnej, kompletnie żadnej kontroli nad swoimi myślami. Po prostu są, pojawiają się, jak ten paplający w tle głos, który cały czas ocenia i próbuje zwrócić na siebie uwagę. Podczas gdy ty próbujesz się skupić na czymś innym, one cały czas swoje. Ale spokojnie, to wymaga odrobinę praktyki. Przez długi czas pozwalano nam myśleć myśli, które po prostu pojawiały się odruchowo, bez żadnej nad nimi kontroli, bo nasi wspaniali rodzice, wychowawcy również byli święcie przekonani, że to całkowicie normalne, że nie ma się żadnej kontroli nad tym, co się dzieje w swoim wnętrzu. Pozwalali nam, a nawet pomagali w zwalaniu winy na innych ludzi za nasze samopoczucie i wyjaśniali, że to całkiem naturalna sprawa. Może i tak, może i nasz umysł rzeczywiście reaguje nawykowo, ale jeśli chcesz być szczęśliwy, jeśli chcesz osiągać, to o czym marzysz nie możesz im ciągle pozwalać na całkowita swobodę. Jak możesz chcieć zmienić swoje życie, skoro wciąż robisz dokładnie to samo, reagujesz tak samo? Mówisz to samo? Pojawiają się te same emocje?

Postaraj się zwrócić uwagę na swoje myśli. Trudno jest je ujarzmić, szczególnie, kiedy zdążą wywołać frustrację, czy złość. Wtedy to bardziej emocje dyktują je, a nie na odwrót. Ale możesz to zmienić, serio. Spróbuj. Kto inny jak nie ty może to zrobić? Spróbuj się skoncentrować na czymś innym, albo przyjrzeć temu, co wywołuje złość. Dostrzec problem i zastanowić się nad rozwiązaniem; po prostu zmienić choć trochę tok myślenia. W im bardziej kłopotliwych sytuacjach będziesz potrafić skierować myśli w kierunku czegoś przyjemniejszego, tym bardziej poczujesz swoją moc – moc, żeby w każdej chwili swojego życia czuć się naprawdę dobrze.

Właściciel myśli równa się właściciel emocji. Jeśli władasz swoimi myślami jak prawdziwy pan, możesz czuć się jak chcesz w każdej chwili. Tak oto przechodzimy do właściciela uczuć.

2. Właściciel uczuć

Umiesz trochę kontrolować swoje myśli, więc umiesz też kontrolować swoje emocje. Im więcej ćwiczysz tym lepiej ci idzie, trzeba spróbować. Zaryzykować. Sprawdzić. To może stać się fajną zabawą!

Kiedyś zastawiałam się nad strachem, jaki czułam, jaki wciąż czuję, chociaż coraz rzadziej. Bałam się być tym, kim czuję się w środku. A kiedy oczekiwałam strachu, zdarzały się sytuacje, by się bać. Idąc drogą i próbując przemóc w sobie to paraliżujące uczucie uświadomiłam sobie, że jestem pełnoprawną właścicielką tego, co się dzieje w moim ciele i umyśle. JA jestem panem i władcą, ja tu rządzę, nie ktoś inny, tylko i wyłącznie ja dzierżę berło władzy nad swoimi uczuciami, tymi dobrymi ale przede wszystkim – tymi, nad tymi, których nie lubię. Nikt nie lubi się bać. Jeśli ja „mam strach” to mogę zrobić sobie, co tylko z nim chcę. Mogę zamiast niego mieć odwagę i pewność siebie, a przy odpowiednim nastawieniu i wykształceniu w sobie przekonania, że to, kim jestem jest całkowicie w porządku zaczną się zdarzać sytuacje, które będę odczytywać jako takie, które moje nowe przekonania wspierają.

3.Właściciel pragnień

Czytałam ostatnio książkę „Jeden Dzień” autorstwa David Nicholls`a. Ot, niby zwykła powieść, a jednak całkowicie mnie po prostu poniosła i nie mogłam się od niej oderwać. To nowość, zazwyczaj po prostu tonę w książkach o rozwoju osobistym, a nawet jak są to zwykłe historie z życia, to dotyczą podobnych tematów (jak na przykład teraz „Projekt Szczęście” :). Chociaż nie była ona zbyt optymistyczna, to jedno zdanie szczególnie przykuło moją uwagę. Dotyczyło ono tego, że życie dzielić można na etapy problemów, które nam chodzą po głowie, kiedy się dłuższy czas martwimy najpierw konfliktami z rówieśnikami, potem związkami, studiami, pieniędzmi, dziećmi i tak dalej. Wtedy uświadomiłam, że w moim życiu też pojawiają się takie etapy i niestety są one nazywane przeze mnie problemami, co powoduje opór i zdenerwowanie. Zastanowiłam się chwilę nad tym i doszłam do wniosku, czym jest każdy problem. Pewnie każdy może mieć swoją definicję, moja jest jedna: problem to pragnienie, w które nie wierzymy, że może się spełnić. Kiedy tylko uwierzymy, że możemy sobie z czymś poradzić, przestaje to być problemem a zamienia się w okazję, a nawet przyjemność. Jako zagorzała fanka Abrahama i Hicksów mogę niemalże cytować ich słowa i nagle zdało mi się to takie oczywiste! Ja tworzę pragnienia – ja tworzę rozwiązania! To ja, ja jestem właścicielką swojego problemu a i ja jestem właścicielką jego rozwiązania, muszę tylko odwrócić wzrok i skupić się na tym, czego dokładnie potrzebuję i skupiać się na tym częściej i intensywniej, na tym co zostało stworzone i na mnie czeka, bo odwracanie od tego wzroku powoduje poczucie pustki, utraty, strachu, czy też depresji. Jestem zatem właścicielką każdego swojego pragnienia, każdego jego rozwiązania. Wtedy myślę chwilę nad tym, czego faktycznie teraz potrzebuję, jaki jest problem („zdefiniuj problem” to jedna z zasad autorki „Projektu Szczęście„) i odwrócenie kota ogonem, co oznacza napisanie, czy po prostu wymyślenie myśli, która sprawia, że czujemy się lepiej i jesteśmy bliżej zaspokojenia potrzeby i czujemy się z nią teraz dobrze, nie nazywając problemem lecz czymś przyjemniejszym.

Pozdrawiam i ściskam,
Właścicielka Bloga i Swojego Życia
wszystkich Właścicieli Przyszłych Komentarzy,

Andżelika :)

Reklamy

2 thoughts on “Właściciel siebie. Właściciel szczęścia.

  1. Hej :) Dziękuję za miły post. Nie było mnie tu dłuższy czas, akurat miałam potrzebę odwrócenia myśli od negatywnego ciągu i bezwiednie weszłam na Twojego bloga – job well done :)
    Pzdr

Dodaj Komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s