i don`t need a man?

Każdy z nas chce być przede wszystkim kochany. Bardzo kochany. Albo inaczej: chce czuć miłość. Oczywiście – najłatwiej jest ją pozyskać od kogoś innego. Ktoś inny staje się wtedy odpowiedzialny za nasze poczucie bezpieczeństwa i wspaniałości. To jest jednak gra pozorów, bardzo krótkotrwała. Na bardzo krótką metę i w ostateczności przynosi o wiele, wiele więcej cierpienia niż przyjemności.

Desperackie poszukiwanie miłości na zewnątrz jest trochę jak obżeranie się ciastkami. Kiedy masz cukrzycę.

Nie żebym miała coś przeciwko jedzeniu muffinek albo ciastek. Sama je kocham.

1947484_1454686148097213_665665529_n
Przy okazji Abraham-y wcale nie chcą abyś czuł się winny zjedzenia ciastka. Nie chcą abyś się czuł winny z jakiekolwiek powodu. Ale to temat na inny wpis.

Na początku jest super słodko i przyjemnie. Ktoś ci daje przecudowne ciasteczko opakowane w kolorowy papier i mówi: kocham cię.

Odczuwasz błogostan. Jest zajebiście. Nic się nie liczy. Potem jednak okazuje się, że nie masz w sobie insuliny! I musisz ją dostarczyć z zewnątrz. Nie umiesz poradzić sobie ze strawieniem ciasteczka! W momencie rozpaczy poszukujesz rozwiązania na zewnątrz.

Kiedy nie kochasz siebie i w dodatku szukasz miłości na zewnątrz to robisz sobie krzywdę. Ogromną.

Oczywiście cukrzycy muszą coś jeść i dostarczanie insuliny z zewnątrz jest im absolutnie potrzebne.

Jednak każdy z nas może nabyć taką emocjonalną cukrzycę (tak, tak – rodzinka) lub też ją w sobie wytworzyć w toku życiowego postępowania poprzez zniszczenie swojej umiejętności do kochania samego siebie a potem każda oznaka miłości wymaga za chwilę szeregu innych zewnętrznych oznak zaspokajających wszystkie istniejące emocjonalne ludzkie potrzeby.

Więc – czy nie potrzebuję mężczyzny? Nie. Wczoraj sobie uświadomiłam, że jestem absolutnie wspaniała i kompletna dokładnie taka, jaka jestem. I to uczucie było… nie do opisania. I chcę aby każdy je odczuwał. To było coś na zasadzie: nie potrzebuję nikogo aby mi mówił, że jestem fajna. Byłam podłączona do energii swojego Źródła i kompletnie mnie nie obchodziło, co się dzieje na około a jednocześnie czułam tak ogromną miłość do każdego że to się w głowie nie mieści.

Kiedy poczułam miłość do siebie i nie potrzebowałam aprobaty nikogo z zewnątrz przy okazji czułam, że niesamowicie doceniam każdego ponieważ jestem bezpieczna i skupianie się na wspaniałości kogoś innego nie odbiera jej mi samej.

Poczułam się na tyle bezpieczna a jednak przekonana do tego, że bycie z kimś w związku aktualnie nie jest żadnym problemem. Mój poziom uwielbiania każdego był na tak wysokim poziomie, że nie potrzebowałabym oczekiwać od „drugiej połówki” całego szeregu cech, które odhaczałbym na liście.

Kompletnie by mnie to nie interesowało, kochałabym bezwarunkowo. Po prostu.

Wyszłabym z punktu bezwarunkowego doceniania. Jeśli w takim stanie stworzę związek – a mam taki zamiar – będzie on oparty na wspólnym docenianiu i wspieraniu siebie i po prostu fajnym spędzaniu razem czasu i kreowaniu ciekawej rzeczywistości.

Nie potrzebuję mężczyzny. I nie – nie będę teraz starą panną zgrzytającą zębami. Zazwyczaj kiedy się odpuszcza – samo przychodzi.

Nie chcę być jedną z tych kobiet, które uważają, że nie potrzebują związku a przy okazji terroryzują otoczenie swoją złością, bo dawno nikt ich mocno nie przycisnął do ściany i potargał bez pamięci. To nie o to chodzi.

Prędzej czy później każdy jednak uświadamia sobie, że potrzeba związku nie może wychodzić z punktu potrzeby kogoś, kto zapewni ci miłość. Kwestia ile czasu, związków, małżeństw i łez to zajmie. Najlepiej jednak zająć się tym teraz. A to właśnie zrobiłam.

No to czas na ciasteczko!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Już zjadłam jego buźkę! Zasługiwałam <3
Ps. Jest identyczne jak to od Abrahama. Przypadek? ;)

Andżelika :)

Advertisements

One thought on “i don`t need a man?

  1. Tak, tak, tak! Jakieś pól roku temu zrozumiałam, że O TO WŁAŚNIE CHODZI! Że miłość jest bezwarunkowa, niczego nie potrzebuje, nie wymaga, a podstawą szczęścia jest akceptacja, lubienie i kochanie samego siebie. I kiedy znalazłam szczęście w sobie – ono przyszło także z zewnątrz, niespodziewanie i szybko.
    Mądre słowa Andźeliko, jak zawsze :***

Dodaj Komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s