Bóg kocha autostopowiczów

Ruchliwa droga, wyciągnięta ręka, kciuk w górę. Każdy z nas kojarzy ten obrazek – trochę z młodzieżowych gazet, trochę z dramatycznych filmów lub z książek dla młodych, zbuntowanych. Zdajemy sobie też sprawę jednak, że ta artystyczna fikcja często nią musi pozostać a łapanie stopa powinno się włożyć pomiędzy bajki i dokładnie tam pozostawić.

Ten temat jest dosyć specyficznym. Szczególnie z tego względu, że chociaż każdy z nas zazwyczaj ma określoną wizję tego, jak bardzo jest to niebezpieczny sport – wniosek ten opiera na… no właśnie – czym?

Strach przed wspaniałym nieznanym

1990332946_f54cd3f286_z

Ktoś kiedyś wbił nam do głowy, że autostop = zagrożenie życia. To pewnie było mniej więcej wtedy, kiedy jednym tchem obok „narkotyki, alkohol” ktoś postawił „seks” i zakodowaliśmy, że w tym ostatnim jest coś brudnego tak, jak w dwóch poprzednich. Równie dobrze można powiedzieć: „narkotyki, alkohol, seks, autostop” i pewnie wielu osobom takie połączenie odpowiadałoby w stu procentach.

Ale do brzegu.

Bawi mnie wizja śmiertelnego zagrożenia życia w momencie podniesienia kciuka lub podejścia do kierowcy na stacji benzynowej z zapytaniem, czy przypadkiem nie leci na Berlin. Być może o to właśnie chodzi mediom mainstreamowym, które ten strach generują?

Tak, jakby chcieli powiedzieć…

Nie narażaj się, bo przeżyjesz przygodę życia, zmienisz swoje nastawienie do ludzi, będziesz sto razy szczęśliwszy, zaufasz sobie, nauczysz się prosić o pomoc i uśmiechać do nieznajomych, przy okazji zwiedzisz kawał świata a co najgorsze! przestaniesz się bać – a to przecież śmiertelnie niebezpieczne, czyż nie?

Ta wizja mnie bawi nie dlatego, że lekceważę „zagrożenie”, ale dlatego, że swoje wnioski opieram o własne doświadczenie i o własnego podniesionego kciuka i jak się okazuje to właśnie ono jest jednym z najwspanialszych przeżyć jakie pamiętam. O ironio, autostop w rzeczywistości jest czymś dokładnie odwrotnym niż sądzi całe cywilizowane społeczeństwo!

Bóg kocha autostopowiczów

5570034108_e94412254b_z

Jest coś magicznego w tym, że zdajesz się na Boga, Los, Fortunę, Miłość, Wyższe Ja, Anioła, Zeusa czy jakkolwiek wolisz nazywać Tę Stwórczą Świadomość. Bo nie wiesz, co się wydarzy ale wiesz, że będzie dobrze. Wstajesz i nie mówisz sobie: to będzie dobry dzień… mówisz sobie: to musi być dobry dzień. I tak się zaiste dzieje.

Jest coś magicznego w tym, że kiedy stajesz się bezbronny fizycznie to zostajesz goły i wesoły, uzbrojony tylko w mapę, kilka groszy i co najważniejsze: niezwykłą odwagę, unikalność, pozytywne nastawienie, pewną dozę szaleństwa i podążania za marzeniami w imię: „pieprzę to, ruszam w podróż!”. I to oraz fakt, że musisz zaufać innym kompletnie nieznajomym ludziom ujmuje ich po prostu do granic możliwości. Ciebie by nie ujęło?

Jest coś magicznego w tym, że kiedy wyruszasz w taką podróż ludzie widząc twoją odwagę na powiedzenie życiu TAK i nie posiadanie praktycznie żadnych wobec nich wymagań, wyposażony w absolutnie bezwarunkową wdzięczność za każdą najmniejszą okazaną pomoc po prostu nie potrafią ci odmówić.

I oni wcale nie chcą tego robić. Dlaczego? Bo oni też chcą być częścią twojej zajebistej historii i napisać razem z tobą kawałek tej przygody. To dodaje do ich może monotonnego życia szczyptę szaleństwa, piękna i tego, czego im brakuje, a ty to masz w nadmiarze: bezwarunkowego szczęścia. Będąc kompletnie bezpiecznymi w swoich środkach pojazdu oferując tobie pomoc na chwilę sami stają się podróżnikami: w drodze do pracy, do domu, pomiędzy jednym obowiązkiem a drugim przeżywają mini przygodę często słuchając o twoich własnych wojażach.

Czyż to nie jest piękne?

Bóg kocha autostopowiczów, bo oni swoim zachowaniem potrafią powiedzieć: ok, niech dzieje się to, co ma się dziać – i tak będzie świetnie. A Bóg zawsze udowadnia to, w co wierzysz.

I jest świetnie.

Jest coś magicznego w końcu w dwójce nieznajomych przemierzających czasami razem nawet tysiące kilometrów. Prawdopodobnie już nigdy się nie zobaczą. Z pewnością nie obchodzi ich zdanie drugiej osoby na zasadzie chorobliwego „co on sobie o mnie pomyśli?”. Każdy z nich ma swój własny, inny cel przy okazji realizując bez kompletnie żadnych oczekiwań cel tej drugiej osoby. Nie dzieli was bariera kosztów czy pieniędzy. Rozmowy są głębokie. Otwarte i pełne szczerości. Poznajesz kogoś i w kilka godzin znasz jego historię życia. Doświadczasz innego świata. A kilkaset kilometrów dalej dzieje się to samo, tyle, że z kimś innym. Poznajesz tak różnych ludzi a jednak tak do siebie i do ciebie podobnych, że po prostu zaczynasz kochać życie, bo uświadamiasz sobie, że jesteśmy jednością i gdybyśmy w ten sposób funkcjonowali na co dzień… tak, to można by było nazwać Rajem. A Bóg jest przecież jego uosobieniem.

IMG_6061

Jeśli więc chcesz mnie wziąć na stopa i posłuchać mojej historii, to z chęcią. Myślę, że podążamy w tym samym kierunku. Do zobaczenia więc w następnym poście. Opowiem wtedy o tym, co do tej pory przeżyłam.

Być może ty też się ze mną czymś podzielisz?

Namaste, Andżelika

Reklamy

Dodaj Komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s